Powoli przeszedłem parter nieswojego mieszkania, czując ciepło na
policzkach. Zapewne wściekle się rumieniłem - ze wstydu, że to robię, ze
złości, że mnie bezczelnie okłamano i z podekscytowania, bo ciekawił mnie ten
dziwny chłopak.
Wspinając się po schodach zastanawiałem się, czy jak Eleanor wróci,
uzna, że list od chłopaka, który według niej nie istnieje, to dobry pretekst do
przebywania w jej mieszkaniu. Mam nadzieję, że tak.
Zapukałem do drzwi, ale nic nie usłyszałem. Mimo to wszedłem. Jak tak
dalej pójdzie, to zostanę włamywaczem.
Pokój był idealnie pusty - stało w nim tylko olbrzymie łóżko i malutka
szafka z lampką nocną. Chłopaka nigdzie nie było. Podłoga nadal była cała w
kurzu, ale pojawiły się na niej ślady ciężkich butów i obcasów. To znaczy, że
to jest pokój Harry'ego? Nie jestem pewien, ale tak podejrzewam.
Rozejrzałem się uważniej. Na ścianie znajdowała się gładka tafla lustra,
a wszędzie było coś napisane. Podszedłem bliżej, zobaczyć co, ale to co
zobaczyłem było przerażające - dwa słowa napisane miliony razy.
„ Nienawidzę jej ”.
- Witaj. Już przestawałem wierzyć, że przyjdziesz - usłyszałem słowa
wypowiedziane zachrypniętym głosem, a ja przestraszony odwróciłem się, a moim
oczom ukazał się chłopak wynurzający się zza łóżka. Miał minę kogoś, kto
strasznie cierpi. Niepewnie się do niego zbliżyłem:
- Pomóc ci, Harry?
- Nie... - wysapał cicho, już leżąc na łóżku i dyszą ciężko jak po
przebiegnięciu długiego dystansu. - Naprawdę nazywasz się Louis?
- Tak. A ty Harry? - Pokiwał głową, a ja kontynuowałem: - Jesteś bratem
Eleanor?
- Nie! Nigdy! Nie chciałbym mieć z nią nic wspólnego! - krzyknął, a na
jego twarzy pojawił się grymas wściekłości. - Nienawidzę jej. Zniszczyła mi
życie... Właściwie to nie do końca je zniszczyła, ale miała w tym duży udział.
- To o niej? - zapytałem, pokazując na ściany dookoła, a on wyszeptał:
- Tak... I... - Jego cichą wypowiedź przerwał wrzask z dołu.
- HARRY!!! MASZ 2 MINUTY NA ZEPRANIE SIĘ I IDZIEMY!!!
- Kto idzie ten idzie, jędzo - warknął, po czym odwrócił się smutno
powiedział. - Muszę już iść, może spotkajmy się kiedy indziej?
- Hmm... - Byłem lekko oszołomiony. Nawet nie zdążyłem zdać mu połowy
pytań, które przyszły mi na myśl. - Jasne. Mam wyjść oknem?
- Tak, tylko szybko. - Przerażony popatrzył na drzwi, słysząc kroki na
schodach. Co miałem zrobić? Po chwili siedziałem na podłodze u siebie w domu i
nie byłem całkowicie pewien, czy to co przed chwilą się wydarzyło, było prawdą.
Usłyszałem szczęk klucza i wyjrzałem przez okno, by zobaczyć, jak Eleanor
i jej towarzysz z Harry'm znowu przewieszonym przez ramię wchodzą do samochodu
i gdzieś odjeżdżają
Rano obudziły mnie wrzaski Ziall'a. Szczerze wolałbym być księżniczką,
budzoną przez ptasie trele, a nie dwóch nienormalnych idiotów, kłócących się o
każdy nieistotny, bezsensowny szczegół. Jeśli dobrze rozumiałem, właśnie cała
ulica mogła się dowiedzieć, że Zayn nie lubi, jak mu się burzy jego idealnie
ułożoną fryzurę, za to Niall lubi to robić. Nie wiem, jak tak skrajnie różne
dwie osoby mogą być razem. Chyba że uznam, że przeciwieństwa się przyciągają.
Ignorując swoją ciekawość odwiedziłem willę, w której mieszkały Danielle
i i Perrie. A raczej... Zacząłem iść w tam tym kierunku, gdy usłyszałem
ciche słowa.
Eleanor nie ma w domu.
Zatrzymałem się. Kto. To. Był?
Więc mógłbyś tam wejść,
bo nikogo nie ma.
Zacząłem znowu się bać o
swoje zdrowie psychiczne.
Mimo tego postanowiłem
posłuchać głosu i zrobiłem dokładnie to, co wczoraj.
Powoli, ignorując złośliwy głos w mojej głowie, mówiący: „ Louis, jesteś powalony, włamujesz się co chwila do cudzego mieszkania, bo interesujesz się jego mieszkańcem! ”(wcale że nie!), otworzyłem dom Calder i rozejrzałem się dookoła. Nie miałem nadziei, że spotkam Harry'ego, ale mimo to tu wszedłem. Jak zawodowy złodziej. Czuję się głupio...
Powoli, ignorując złośliwy głos w mojej głowie, mówiący: „ Louis, jesteś powalony, włamujesz się co chwila do cudzego mieszkania, bo interesujesz się jego mieszkańcem! ”(wcale że nie!), otworzyłem dom Calder i rozejrzałem się dookoła. Nie miałem nadziei, że spotkam Harry'ego, ale mimo to tu wszedłem. Jak zawodowy złodziej. Czuję się głupio...
Mój wzrok padł na stertę papierów na blacie w kuchni. Hmm... Chyba nikt
nie będzie mi miał za złe, jak je sobie obejrzę.... Dobra, zmieniłem się w złe
dziecko. Albo dorosłego.
Niestety to, co znalazłem to był tylko rachunki za gaz i prąd. Wysokie
rachunki, które świadczyły o tym, że Eleanor lub Harry są bogaci.
Ale... Tam są szuflady... Dobra, pieprzyć mój wizerunek, ciekawość to
ciekawość.
W pierwszej były herbaty, nici, nożyczki i leki. Podejrzanie dużo
lekarstw. W drugiej jakieś serwetki, pod którymi leżały klucze i pieniądze. Już
chciałem ją zamknąć, gdy moją uwagę zwrócił mały kluczyk wyglądający jak od
pamiętnika. Chwilę się na niego patrzyłem, po czym schowałem go do kieszeni,
wściekle się rumieniąc i udowadniając sobie, że tylko go pożyczam, bo może mi
się przydać.
KŁAMCA. Nie kradnij, bo nie jest ci potrzebny. Czwarta szuflada, szybko.
Uznałem, że mogę to zignorować i zajrzałem do trzeciej, w której były
sztućce - tyle że bez noży. Wolę nie wiedzieć dlaczego.
W czwartej leżały sterty dokumentów z pieczątkami szpitala.
Zaintrygowany zacząłem je przeglądać i wyławiałem najważniejsze wiadomości
spośród potoku fachowych określeń: „zapalenie wielomięśniowe...
niezwykły przypadek, niezaatakowane mięśnie obręczy barkowej, mocno uszkodzone
mięśnie obręczy biodrowej... zanik mięśni kończyny dolnej... konieczne jest włączenie do
leczenia leków immunosupresyjnych: imuran, cyklofosfamid bądź metotreksat... późno
rozpoczęte leczenie...mała szansa na przeżycie mniej niż 1%...”.
Zaraz.
Czyje to dokumenty?
Szybko przeglądam wszystkie papiery i kiedy znajduję nazwisko, czuję się
jakby ktoś uderzył mnie w brzuch. To jest niemożliwe. Zamykam oczy i
otwieram je ponownie , mając nadzieję, że się przewidziałem, ale moim oczom
ukazuje się dokładnie ten sam napisany tłustą czcionką napis. Harold
Edward Styles.
Przypadek beznadziejny.
_______________
Dodaję
póki mogę, bo później nie mam czasu.
Jeju to jest serio zajebiste! Czekam na następna część kochanie! :*
OdpowiedzUsuń