środa, 24 października 2012

Rozdział 4



Patrzyłem zszokowany na kawałek papieru z wyrokiem śmierci na chłopaka, który po dwóch dniach zajmował dużo miejsca w moim sercu.
Zagryzłem wargę. Wszystko nagle zrobiło się jaśniejsze. Problemy Harry’ego z ustaniem w pionie. Brak śladów jego stóp na podłodze. Smutny ton jego głosu, gdy mówił o sobie.
Był młody, pełny nadziei i marzeń, które nigdy się nie spełnią. W jakiś dziwny sposób nie tylko było mi go żal, ale też chciałem się nim zaopiekować i walczyć z nim do końca, bo… W sumie była nikła szansa, że przeżyje. Istniała! Miałem ochotę skakać z radości…
Boże, dlaczego ja się tak nim przejmuję? To nie ma sensu – znam go tylko parę dni, a martwię się o niego bardziej niż o moich wieloletnich przyjaciół! To jest dość dziwne. Chyba że… Nie, niemożliwe, nie zakochałem się w nim! No, może trochę… Tak malutko.
Kogo ja oszukuję? Samego siebie?
Zakochałem się jak idiota.

Siedziałem zdumiony na podłodze. Wokół mnie wirowały drobinki kurzu, a ja zszokowany patrzyłem na bałagan na strychu. Wszedłem tu, żeby tylko zajrzeć, ale zauważyłem, że wszystko jest takie… chwiejne i zemdlałem. Nie wiem, dlaczego, ale obudziłem się z zdziwiony, bo było południe, a ja tam przyszedłem o poranku. Dookoła mnie panował niezwykły spokój. Rozejrzałem się i ze zdziwieniem rozpoznałem parę przedmiotów z mojego dzieciństwa. Zapomniałem, że kiedyś spędzałem tu wakacje i zostawiłem tu zabawki… Jako dziecko bardzo, ale to bardzo chciałem żeby mama mi pozwoliła obejrzeć ten strych i bawić się tu, ale ona mi nigdy nie pozwalała. Paręnaście lat później, jako dwudziestojednoletni mężczyzna nadal miałem ochotę to zrobić i nikt nie mógł mi tego zabronić! Czasami zachowuję się jak dziecko – z dzikim okrzykiem i uśmiechem rzuciłem się na zakurzone paczki, które okazały się pełne jakiś zdjęć z dzieciństwa moich dziadków, rodziców oraz mojego rodzeństwa, rachunków, listów jakiś dawnych wielbicieli mojej mamy i innych papierów. Poczułem się lekko zawiedziony, zawsze wierzyłem, że trzymamy tu coś niezwykłego… Ale zostaje druga część strychu!
Wszedłem za szafę i od razu poczułem się obserwowany. Jakaś mania prześladowcza zaczyna mnie dopadać – kto może stać na moim strychu? Mimo tego logicznego argumentu co chwila rozglądałem się w obawie, że ktoś tu jest… Na ten przykład ten, który mi podszepnął ponowną wizytę u sąsiadów… Kiedy to sobie przypominam, przechodzi mi ochota na wchodzenie dalej między rupiecie. Może zejdę na dół i ukryję się gdzieś, gdzie…? Boże, myślę jak małe dziecko. Tak, Tomlinson, może jeszcze wpełzniesz po łóżko z obawy, że cię coś zje? Zaciskam zęby i przekonując samego siebie, że mi się wydawało, zaglądam z szafę i wydaję zduszony krzyk. Na podłodze są rozrzucone jakieś stare suknie jak z fotografii z moja babcią, wszędzie leżą farby, palety oraz płótna z obrazami, a na szafce stoi kubek z herbatą. Na szczęście zimną i bardzo mała ilością, a po jej zapach u stwierdzam, że ma przynajmniej parę lat. Uroczo. Postanawiam się rozejrzeć. Czyje to właściwie są ubrania? Moja mama na pewno ich nie nosiła, za stare. Babcia też, bo byłyby na nią za małe. Czyżby należały do córki poprzedniego właściciela? Tej, która utopiła się w stawie niedaleko stąd?
Wzdrygnąłem się na samą myśl i odwróciłem swoją uwagę od strojów, patrząc na obrazy. Były naprawdę dobre – w większości jakaś martwa natura wyglądająca jak prawdziwa, pejzaże widoków zza okna i ledwo zaczęty szkic jakiejś postaci z czymś na rękach… Albo z kimś… W sumie to było parę maźnięć ołówkiem, przypominających mi coś znajomego. Tak, stanowczo, rysunek przedstawia coś znajomego... Ale nie wiedziałem co i miałem dość myślenia. Od trzech dni praktycznie nie śpię, bo ciągle się nad czymś zastanawiam. Koniec z tym.
Rzuciłem płótno na ziemię i wyszedłem ze strychu, nie zauważając, że ktoś zupełnie dopił herbatę.

Chichotałam, patrząc na jego dezorientację. Chwyciłam kubek i skończyłam napój, podczas gdy on oglądał moją twórczość. Gdy zobaczył szkic przez chwilę bałam się, że do rozpozna, bo marszczył brwi, jakby sobie coś przypominając, ale albo nie pamiętał, albo uznał że wspomnienie podczas którego bawi się z duchem dziewczyny jest dziwne. Obstawiam to drugie. Poczułam nieodpartą potrzebę zrobienia czegoś – wypiłam u Max’a pięć kubków kawy, rozmawiając na temat mojej głupoty i zostawienia Lou i Harry’ego w spokoju (ogólnie Max był za, a ja przeciw, na skutek czego się pokłóciliśmy i wywalił mnie za drzwi), więc rozpierała mnie energia. Mój wzrok padł na sterty przedmiotów, tych niepotrzebnych mi do niczego i tych moich. Wzięłam w ręce resztki jakiejś figurki należącej kiedyś do mamy Louis’a i przekładałam je z ręki do ręki. Ostatni raz porządek zrobili tu moi rodzice, jeszcze przed wojną. A ja mam czas. Dużo czasu. Biorę do ręki moją fioletową sukienkę i chowam ją do szafy, zaczynając sprzątać strych.

Siedziałem u moich sąsiadów i wraz z Liam’em z niedowierzaniem patrzyłem na „obrażonych” na siebie Zayn’a i Niall’a – z dojrzałością pięciolatków siedzieli po dwóch przeciwnych rogach małej kanapy, udawali że na siebie nie patrzą i wydymali usta, gdy przyłapywali się na wzajemnym gapieniu się. Wymieniliśmy z Payne’m zrezygnowane spojrzenia i wyszliśmy z salonu, słusznie myśląc, że swoją obecnością pogarszamy tylko sprawę, prowadząc do większego napięcia. Wyszliśmy na dwór i zaczęliśmy iść w kierunku małego lasku po przeciwnej stronie ulicy. Tam też nie wolno mi było chodzić. Najwyraźniej dzisiaj jest dzień łamania wszystkich zakazów z dzieciństwa, bo pociągnąłem go w tamtą stroną i zapytałem:
- O co tym razem poszło?
- Standardowo, zaczęło się od włosów Zayn’a i wszystkich problemy z nimi związanymi, a skończyło na krzykach typu: „Nienawidzę cię”, „Jesteś moim największym błędem” i parę rzeczy w tym stylu. Ale dzisiaj Zayn lekko przesadził z darciem się, że wróci do Perrie i będzie mu raczej trudno przebłagać Niall’a do przyjęcia przeprosin w ciągu najbliższych trzech dni.
- To oni byli parą?! Miałem wrażenie, że Pers lubi Nialler’a… Na imprezie zachowywali się jak przyjaciele! – Zdziwiłem się.
- Jakimś cudem nic jej nie przeszkadza, że jest związany z jej byłym. Za to Malik’a do dzisiaj nie lubi i jest zgaszona w jego obecności, co zapewne też zauważyłeś.
- Czy jest jeszcze coś czego nie wiem?
- Dużo. Wszyscy mnie tu traktują jak przyjaciela i mi się zwierzają, więc znam wszystkie plotki i tajemnice ludzi z naszej ulicy.
Zamrugałem. Coś mi przyszło do głowy.
- Wiesz coś więcej o Eleanor?
Zacisnął usta.
- Ona jest tu tematem tabu, ale jeśli chcesz ją poznać, to nie radzę. Kiedy się tu wprowadziła, myśleliśmy, że jest naiwna i głupiutka, taka typowa nastolatka, ale parę dni później okazała się być zimna, wyrachowana i złośliwa. A poza tym cały czas mam wrażenie, że podczas swoich opowieści o smutnym samotnym życiu kłamie, bo już parę razy zmieniała wersję wydarzeń, zacinała się w środku zdań i długo myślała nad odpowiedziami. Jeśli ci się podobała, to przepraszam za takie niemiłe słowa, ale to prawda.
- Nie, nie, nigdy. Podejrzewałem tylko, że ona coś knuje. – Jeśli nic nie wiedział o tajemnicy El, to nie musiałem mu o niej opowiadać, bo miałby więcej cudzych problemów na głowie, które musiałby rozwiązać i się nimi martwić. Postanowiłem zmienić temat.
- Czy Ziall kiedykolwiek się nie kłócił?
- Na początku kochali się bezwarunkowo, a potem poznali starą mądrość, która mówi, że każda prawdziwa para kłoci się od czasu do czasu i przyswoili tą prawdę odrobiną za dobrze. Ale mimo to są chyba najbardziej zgodną parą na świecie.
- Zazdroszczę im – wymsknęło mi się, po czym spłonąłem rumieńcem, a Liam litościwie postanowił o nic nie pytać, tylko stwierdził:
- Chodź, robi się zimno i ciemno, wracajmy.
W domu czekał nas oryginalny widok śliniącego się Niall’a śpiącego na Zayn’ie, będącego również w krainie Morfeusza, i na kanapie. Zareagowaliśmy głośnym śmiechem, który ich obudził.
- Cieszę się, że wreszcie się pogodziliście – powiedziałem z uśmiechem, a oni zamknęli gotowe do krzyku usta.
Wyjrzałem przez okno i zobaczyłem w ciemności swój dom. Przypomniał mi się głos szepczący do mnie i herbatę na strychu.
- Mogę u was nocować? – zapytałem szybko, nie myśląc nad tym. Ni chciałem tam wracać po ciemku, a już na pewno nie przebywać tam samemu. Musze kupić sobie zwierzątko.
- Jasne, Lou – powiedział Niall, krztusząc się ze śmiechu, bo Zayn i Liam postanowili go zacząć łaskotać. Pokręciłem głową z dezaprobatą i po chwili rzuciłem się im pomagać.

Nad rankiem wszedłem do domu i pierwsze, co zauważyłem, a raczej usłyszałem, to muzyka dochodząca z góry. Wdrapałem się po schodach i moje przypuszczenia się potwierdziły – dźwięk pochodził ze strychu. Zagryzłem wargę i otworzyłem drzwi. Za nimi nikogo nie było, za to ze pokoju znikł cały bałagan. Pudła, ubrania, zabawki, obrazy i reszta rupieci wyparowała, pojawił się stary sekretarzyk i szafa. Przepraszam, pomyłka, wszystkie płótna wisiały na ścianach, zapisanych jakimiś słowami. podszedłem i odczytałem:

Just close your eyes
The sun is going down
You'll be alright
No one can hurt you now
Come morning light
You and I'll be safe and sound

Zdałem sobie sprawę, że to piosenka, która właśnie leci w porzuconym przez mojego „gościa” walkman’ie. Właśnie, może dowiem się kto mnie nawiedza? Rozglądam się uważnie i uśmiecham się szeroko. Sprzątających była dwójka, jeden w butach z protektorem, których odcisk skądś kojarzyłem i kobieta w balerinkach i popełnili jeden błąd - po prostu nie odkurzyli podłogi, zostawiając ślady po sobie. Albo… Zrobili to specjalnie, żebym wiedział, że istnieją. Głowa mnie boli od przypuszczeń i… Och.
Ten obraz z wczoraj, niedokończony szkic… Teraz jest już kompletny. Już wiem, dlaczego był taki znajomy i jestem pewien, że słowa „błoga nieświadomość” mają w sobie dużo prawdy.
Rysunek jest w całości wykonany miękkim ołówkiem, przedstawia pewne miejsce nad jeziorem w pobliskim lesie, gdzie stoi stare drzewo i jest na nim zawieszona huśtawka, a kiedy się na niej siedzisz masz wrażenie, że dotykasz stopami nieba odbitego w błękitnej czystej tafli wody. Jako dziecko kochałem ją – do czasu aż dowiedziałem się, że kiedyś skoczyła z niej dziewczyna i się utopiła.
Teraz siedziała na niej jedna osoba, a druga stała nad nią. Osoba stojącą byłem ja. A osobą siedzącą – Harry. Obraz był podpisany:

Dla Larry’ego – Susanne.

___________________________

Przepraszam za długie niepublikowanie, miałam mnóstwo problemów, obowiązków i nauki. Przepraszam darlings.

1 komentarz:

  1. przerażasz mnie lekko, kochanie :) ale i tak sądzę, że Twoje opowiadanie jest cudne i nie mogę doczekać się ciągu dalszego :D

    OdpowiedzUsuń