Patrzyłem zszokowany na kawałek
papieru z wyrokiem śmierci na chłopaka, który po dwóch dniach zajmował dużo
miejsca w moim sercu.
Zagryzłem
wargę. Wszystko nagle zrobiło się jaśniejsze. Problemy Harry’ego z ustaniem w
pionie. Brak śladów jego stóp na podłodze. Smutny ton jego głosu, gdy mówił o
sobie.
Był
młody, pełny nadziei i marzeń, które nigdy się nie spełnią. W jakiś dziwny
sposób nie tylko było mi go żal, ale też chciałem się nim zaopiekować i walczyć
z nim do końca, bo… W sumie była nikła szansa, że przeżyje. Istniała! Miałem
ochotę skakać z radości…
Boże,
dlaczego ja się tak nim przejmuję? To nie ma sensu – znam go tylko parę dni, a
martwię się o niego bardziej niż o moich wieloletnich przyjaciół! To jest dość
dziwne. Chyba że… Nie, niemożliwe, nie zakochałem się w nim! No, może trochę…
Tak malutko.
Kogo
ja oszukuję? Samego siebie?
Zakochałem
się jak idiota.
Siedziałem
zdumiony na podłodze. Wokół mnie wirowały drobinki kurzu, a ja zszokowany patrzyłem
na bałagan na strychu. Wszedłem tu, żeby tylko zajrzeć, ale zauważyłem, że
wszystko jest takie… chwiejne i zemdlałem. Nie wiem, dlaczego, ale obudziłem
się z zdziwiony, bo było południe, a ja tam przyszedłem o poranku. Dookoła mnie
panował niezwykły spokój. Rozejrzałem się i ze zdziwieniem rozpoznałem parę
przedmiotów z mojego dzieciństwa. Zapomniałem, że kiedyś spędzałem tu wakacje i
zostawiłem tu zabawki… Jako dziecko bardzo, ale to bardzo chciałem żeby mama mi
pozwoliła obejrzeć ten strych i bawić się tu, ale ona mi nigdy nie pozwalała.
Paręnaście lat później, jako dwudziestojednoletni mężczyzna nadal miałem ochotę
to zrobić i nikt nie mógł mi tego zabronić! Czasami zachowuję się jak dziecko –
z dzikim okrzykiem i uśmiechem rzuciłem się na zakurzone paczki, które okazały
się pełne jakiś zdjęć z dzieciństwa moich dziadków, rodziców oraz mojego
rodzeństwa, rachunków, listów jakiś dawnych wielbicieli mojej mamy i innych
papierów. Poczułem się lekko zawiedziony, zawsze wierzyłem, że trzymamy tu coś
niezwykłego… Ale zostaje druga część strychu!
Wszedłem
za szafę i od razu poczułem się obserwowany. Jakaś mania prześladowcza zaczyna
mnie dopadać – kto może stać na moim strychu? Mimo tego logicznego argumentu co
chwila rozglądałem się w obawie, że ktoś tu jest… Na ten przykład ten, który mi
podszepnął ponowną wizytę u sąsiadów… Kiedy to sobie przypominam, przechodzi mi
ochota na wchodzenie dalej między rupiecie. Może zejdę na dół i ukryję się
gdzieś, gdzie…? Boże, myślę jak małe dziecko. Tak, Tomlinson, może jeszcze wpełzniesz
po łóżko z obawy, że cię coś zje? Zaciskam zęby i przekonując samego siebie, że
mi się wydawało, zaglądam z szafę i wydaję zduszony krzyk. Na podłodze są
rozrzucone jakieś stare suknie jak z fotografii z moja babcią, wszędzie leżą
farby, palety oraz płótna z obrazami, a na szafce stoi kubek z herbatą. Na
szczęście zimną i bardzo mała ilością, a po jej zapach u stwierdzam, że ma
przynajmniej parę lat. Uroczo. Postanawiam się rozejrzeć. Czyje to właściwie są
ubrania? Moja mama na pewno ich nie nosiła, za stare. Babcia też, bo byłyby na
nią za małe. Czyżby należały do córki poprzedniego właściciela? Tej, która
utopiła się w stawie niedaleko stąd?
Wzdrygnąłem się na samą myśl i odwróciłem
swoją uwagę od strojów, patrząc na obrazy. Były naprawdę dobre – w większości
jakaś martwa natura wyglądająca jak prawdziwa, pejzaże widoków zza okna i ledwo
zaczęty szkic jakiejś postaci z czymś na rękach… Albo z kimś… W sumie to było
parę maźnięć ołówkiem, przypominających mi coś znajomego. Tak, stanowczo, rysunek przedstawia coś znajomego... Ale
nie wiedziałem co i miałem dość myślenia. Od trzech dni praktycznie nie śpię,
bo ciągle się nad czymś zastanawiam. Koniec z tym.
Rzuciłem płótno na
ziemię i wyszedłem ze strychu, nie zauważając, że ktoś zupełnie dopił herbatę.
Siedziałem u
moich sąsiadów i wraz z Liam’em z niedowierzaniem patrzyłem na „obrażonych” na
siebie Zayn’a i Niall’a – z dojrzałością pięciolatków siedzieli po dwóch przeciwnych
rogach małej kanapy, udawali że na siebie nie patrzą i wydymali usta, gdy
przyłapywali się na wzajemnym gapieniu się. Wymieniliśmy z Payne’m zrezygnowane
spojrzenia i wyszliśmy z salonu, słusznie myśląc, że swoją obecnością
pogarszamy tylko sprawę, prowadząc do większego napięcia. Wyszliśmy na dwór i
zaczęliśmy iść w kierunku małego lasku po przeciwnej stronie ulicy. Tam też nie
wolno mi było chodzić. Najwyraźniej dzisiaj jest dzień łamania wszystkich
zakazów z dzieciństwa, bo pociągnąłem go w tamtą stroną i zapytałem:
- O co tym
razem poszło?
-
Standardowo, zaczęło się od włosów Zayn’a i wszystkich problemy z nimi
związanymi, a skończyło na krzykach typu: „Nienawidzę cię”, „Jesteś moim
największym błędem” i parę rzeczy w tym stylu. Ale dzisiaj Zayn lekko
przesadził z darciem się, że wróci do Perrie i będzie mu raczej trudno przebłagać
Niall’a do przyjęcia przeprosin w ciągu najbliższych trzech dni.
- To oni byli
parą?! Miałem wrażenie, że Pers lubi Nialler’a… Na imprezie zachowywali się jak
przyjaciele! – Zdziwiłem się.
- Jakimś
cudem nic jej nie przeszkadza, że jest związany z jej byłym. Za to Malik’a do
dzisiaj nie lubi i jest zgaszona w jego obecności, co zapewne też zauważyłeś.
- Czy jest
jeszcze coś czego nie wiem?
- Dużo.
Wszyscy mnie tu traktują jak przyjaciela i mi się zwierzają, więc znam
wszystkie plotki i tajemnice ludzi z naszej ulicy.
Zamrugałem.
Coś mi przyszło do głowy.
- Wiesz coś
więcej o Eleanor?
Zacisnął
usta.
- Ona jest tu
tematem tabu, ale jeśli chcesz ją poznać, to nie radzę. Kiedy się tu
wprowadziła, myśleliśmy, że jest naiwna i głupiutka, taka typowa nastolatka,
ale parę dni później okazała się być zimna, wyrachowana i złośliwa. A poza tym
cały czas mam wrażenie, że podczas swoich opowieści o smutnym samotnym życiu
kłamie, bo już parę razy zmieniała wersję wydarzeń, zacinała się w środku zdań
i długo myślała nad odpowiedziami. Jeśli ci się podobała, to przepraszam za
takie niemiłe słowa, ale to prawda.
-
Nie, nie, nigdy. Podejrzewałem tylko, że ona coś knuje. – Jeśli nic nie wiedział
o tajemnicy El, to nie musiałem mu o niej opowiadać, bo miałby więcej cudzych
problemów na głowie, które musiałby rozwiązać i się nimi martwić. Postanowiłem
zmienić temat.
-
Czy Ziall kiedykolwiek się nie kłócił?
-
Na początku kochali się bezwarunkowo, a potem poznali starą mądrość, która
mówi, że każda prawdziwa para kłoci się od czasu do czasu i przyswoili tą
prawdę odrobiną za dobrze. Ale mimo to są chyba najbardziej zgodną parą na
świecie.
-
Zazdroszczę im – wymsknęło mi się, po czym spłonąłem rumieńcem, a Liam
litościwie postanowił o nic nie pytać, tylko stwierdził:
-
Chodź, robi się zimno i ciemno, wracajmy.
W
domu czekał nas oryginalny widok śliniącego się Niall’a śpiącego na Zayn’ie,
będącego również w krainie Morfeusza, i na kanapie. Zareagowaliśmy głośnym
śmiechem, który ich obudził.
-
Cieszę się, że wreszcie się pogodziliście – powiedziałem z uśmiechem, a oni
zamknęli gotowe do krzyku usta.
Wyjrzałem
przez okno i zobaczyłem w ciemności swój dom. Przypomniał mi się głos szepczący
do mnie i herbatę na strychu.
-
Mogę u was nocować? – zapytałem szybko, nie myśląc nad tym. Ni chciałem tam
wracać po ciemku, a już na pewno nie przebywać tam samemu. Musze kupić sobie
zwierzątko.
-
Jasne, Lou – powiedział Niall, krztusząc się ze śmiechu, bo Zayn i Liam
postanowili go zacząć łaskotać. Pokręciłem głową z dezaprobatą i po chwili
rzuciłem się im pomagać.
Nad
rankiem wszedłem do domu i pierwsze, co zauważyłem, a raczej usłyszałem, to
muzyka dochodząca z góry. Wdrapałem się po schodach i moje przypuszczenia się
potwierdziły – dźwięk pochodził ze strychu. Zagryzłem wargę i otworzyłem drzwi.
Za nimi nikogo nie było, za to ze pokoju znikł cały bałagan. Pudła, ubrania,
zabawki, obrazy i reszta rupieci wyparowała, pojawił się stary sekretarzyk i
szafa. Przepraszam, pomyłka, wszystkie płótna wisiały na ścianach, zapisanych
jakimiś słowami. podszedłem i odczytałem:
Just close your eyes
The sun is going down
You'll be alright
No one can hurt you now
Come morning light
You and I'll be safe and sound
Zdałem
sobie sprawę, że to piosenka, która właśnie leci w porzuconym
przez mojego „gościa” walkman’ie. Właśnie, może dowiem się kto mnie nawiedza?
Rozglądam się uważnie i uśmiecham się szeroko. Sprzątających była dwójka, jeden
w butach z protektorem, których odcisk skądś kojarzyłem i kobieta w balerinkach
i popełnili jeden błąd - po prostu nie odkurzyli podłogi, zostawiając ślady po
sobie. Albo… Zrobili to specjalnie, żebym wiedział, że istnieją. Głowa mnie
boli od przypuszczeń i… Och.
Ten
obraz z wczoraj, niedokończony szkic… Teraz jest już kompletny. Już wiem,
dlaczego był taki znajomy i jestem pewien, że słowa „błoga nieświadomość” mają
w sobie dużo prawdy.
Rysunek
jest w całości wykonany miękkim ołówkiem, przedstawia pewne miejsce nad jeziorem
w pobliskim lesie, gdzie stoi stare drzewo i jest na nim zawieszona huśtawka, a
kiedy się na niej siedzisz masz wrażenie, że dotykasz stopami nieba odbitego w
błękitnej czystej tafli wody. Jako dziecko kochałem ją – do czasu aż dowiedziałem
się, że kiedyś skoczyła z niej dziewczyna i się utopiła.
Teraz
siedziała na niej jedna osoba, a druga stała nad nią. Osoba stojącą byłem ja. A
osobą siedzącą – Harry. Obraz był podpisany:
Dla Larry’ego – Susanne.
___________________________
Przepraszam za długie niepublikowanie, miałam mnóstwo problemów, obowiązków i nauki. Przepraszam darlings.
___________________________
Przepraszam za długie niepublikowanie, miałam mnóstwo problemów, obowiązków i nauki. Przepraszam darlings.
przerażasz mnie lekko, kochanie :) ale i tak sądzę, że Twoje opowiadanie jest cudne i nie mogę doczekać się ciągu dalszego :D
OdpowiedzUsuń