Stałem przed domem i niepewnie na niego patrzyłem.
Musiałem tam zamieszkać, bo rodzice oznajmili mi coś w tym stylu: „ Jesteś już
pełnoletni i to od dwóch lat! Przeprowadzasz się do naszego domu w Londynie i
zaczynasz sam się utrzymywać. Żyjesz na własny rachunek!!!”. Ciekawe czy powiedzieliby tak, gdybym nie oznajmił
im, że jestem gejem. Zapewne nie. No cóż, nic nie jest sprawiedliwe.
Dom był całkiem przyzwoity i miał lekko zapuszczony ogród. Nie jest
źle. Mam własne mieszkanie na spokojnej uliczce, fajną pracę i byłem względnie
szczęśliwy. Ciekawe jacy są sąsiedzi… Ci po lewej mieli ładną żółtą willę
uznałem, że będą w porządku. Zerknąłem w lewo i moje oczy zrobiły się okrągłe z
przerażenia i zdziwienia. Boże, to była totalna ruina. Nie ma szans, żeby ktoś
tam mieszkał. Chociaż… Będę się bał spać
w nocy w obawie, że poznam jego lokatorów.
Reszta ulicy
wyglądała normalnie, ale wrażenie wywarte przez ruderę pozostało zapisane
najgłębiej w całej mojej pamięci.
Wieczorem nie mogłem się powstrzymać przed
patrzeniem na te przerażające szczątki domu. W środku świecił się światło, co
znaczyło, że ktoś tam mieszka. Przepraszam, kto normalny chciałby żyć w takim
miejscu? Nikt, nikt, to jest pewne.
Nagle w oknie naprzeciwko mnie pojawia się
postać. Z wrażenia spadam z parapetu, a kiedy wstaję, zauważam uśmiechającego
się chłopaka z burzą loków i olbrzymimi zielonymi oczami. W jednej ręce trzyma
książkę, a drugą kurczowo trzyma się framugi. Najwyraźniej jest to dla niego
duży wysiłek, po drży, a na jego policzkach pojawiają się rumieńce. Nie wygląda na groźnego lub strasznego,
raczej na zdziwionego i lekko przestraszonego. No, i na sympatycznego, więc mu
pomachałem. Odmachał mi, po czym nagle krzyknął i upadł na podłogę. Czekałem
cierpliwie, aż się podniesie, ale nic takiego nie nastąpiło. Czy mi się tylko
wydawało, że go widziałem? Pewnie tak, bo po dwóch godzinach gapienia się w
sąsiednie okno zrozumiałem, że już go nie zobaczę. Zrzuciłbym to na
przewidzenie gdyby nie to, że doskonale widziałem chłopaka. Za bardzo był
dopracowany i za długo go widziałem jak na wytwór wyobraźni.
On istnieje
Jestem tego pewien.
Obudziłem się cały obolały; leżałem na
podłodze pięć metrów od łóżka. Śniły mi się jakieś koszmary, których dokładnie
nie pamiętam, ale w nocy parę razy budziłem się zalany potem. Naprawdę, przestaje
mi się podobać mieszkanie tutaj. Cały czas mam wrażenie, że ktoś mnie
obserwuje, obok mnie mieszka chłopak, którego najprawdopodobniej nie ma, a ja
nie mogę się wyspać! Marzyłem o tym…
Moje rozmyślania przerwały krzyki z drugiej
strony domu. Wybiegłem przestraszony do ogródka i zobaczyłem niskiego blondyna
drącego się z irlandzkim akcentem na jakiegoś mulata. Ich kłótni przyglądał się
rozbawiony brunet, opierający się o framugę drzwi.
-
Przepraszam, moglibyście się łaskawie zamknąć, bo usiłuję sapać, a wy
mnie budzicie?! – warknąłem w końcu, a cała trojka bardzo zdziwiona odwróciła się do mnie. Po minucie mierzenia
się nawzajem wzrokiem chłopak nieuczestniczący w pyskówce uśmiechnął się do
mnie szeroko i powiedział:
- Cześ, nazywam się Liam Payne, jesteś naszym
nowym sąsiadem?
- Tak, ale zaczynam się bać że długo tu nie
wytrzymam… - Spojrzałem znacząco na pozostałą dwójkę, a Liam pokazał jeszcze
więcej zębów. Podziwiam takich ludzi – szczerzą się cały dzień i nie boli ich
szczęka.
- Oni są zwykle nieszkodliwi, tylko głośni i
bezsensownie się na siebie wydzierają. Taki dość dziwny zwyczaj. Jak masz na
imię?
- Louis – Poczułem przypływ sympatii do
chłopaka – był autentycznie miły. Za to reszta nie wydawała się już taka zła. –
A wy?
- Zayn –wyszeptał mulat, zerkając z rozpaczą w lusterko, które wyjął z kieszeni.
– I ten idiota właśnie zniszczył moją
fryzurę, która robiłem dwie godziny. Zabiję go!
- Nie zabijesz mnie, kochanie, bo nikt się
oprócz mnie z tobą nie prześpi – zachichotał blondyn, po czym odwrócił się do
mnie. – Cześć Lou, jestem Niall – wykrzyknął, po czym zaczął uciekać przed
wrzeszczącym na niego Zayn’em. Liam wzruszył ramionami stwierdził:
- Wyobraź sobie, że ja ich mam dwadzieścia
cztery godziny na dobę i muszę to znosić…
- To ci współczuję...
- To ci współczuję...
Po herbatce zapoznawczej z chłopakami wiedziałem, że się zaprzyjaźnimy. Mimo dziwnego wrażenia początkowego Zayn i Niall okazali się być bardzo mili. Irlandczyk w tym roku kończył liceum, mulat był na studiach, a Liam pracował w kawiarni, bo nie miał kasy na płacenie za wynajem, a nie zgadzał się, żeby reszta za niego płaciła. Uznałem to za tę samodzielność, której mi raczej brakowało, tyle że ja miałem pieniądze.
Miałem ich odwiedzić nazajutrz. Uznałem, że jednak wyprowadzka nie jest taka zła.
Chyba trochę za bardzo go przestraszyłam. Ale właśnie zbliżał się Max, mój wielki sprzymierzeniec. Mam nadzieję, że on coś załatwi.
Moją drogę do domu przeciął chmurny chłopak. Na mój widok na chwilę się rozjaśnił.
- Cześć, Louis. Podoba ci się tu?
Zaraz... Skąd on w ogóle wie, kim jestem?
- Ymmm... Taaak, nawet... Jak się nazywasz? - zapytałem, patrząc na niego zdziwiony. Wyglądał, jakby kogoś słuchał, ale obok niego było pusto.
- Jestem Max. Jeśli chcesz, mogę z togą odwiedzić dom obok. Wiem, że masz w planach to zrobić i ja w sumie też jestem ciekawy, co się tam dzieje... Więc? - Nie nadążałem za nim. Znam go dokładnie półtorej minuty, a już zdążył zaproponować mi wycieczkę do tej dziwnej ruiny i uznać mnie za swojego znajomego... A mimo to zgodziłem się na jego propozycję.
-Hmm... Max, to chyba nie jest taki dobry pomysł... - Zacząłem się wahać w najdziwniejszym możliwym miejscu - przed drzwiami strasznego domu.
Chłopak tylko pokręcił głową, mrucząc pod nosem jakieś niemiłe słowa dla mnie. Dobra, tchórzu, weź się w garść i nie nie martw się takimi idiotyzmami, bo... Moje wewnętrzne obrażanie się przerwało pukanie do drzwi i głośny dziewczęcy głos. Zaraz. Dziewczęcy?
W progu stała brunetka, która mogłaby zostać modelką - nie była jakaś specjalnie ładna, ale miała w sobie to coś.
- Och, pewnie ty jesteś moim nowym sąsiadem! Jestem Eleanor, och, cześć Max. - Jej entuzjazm spadł na widok mojego towarzysza. Ciekawe co on takiego jej zrobił.
Pół godziny później, po długiej i bezsensownej rozmowie, podczas której Max wyszedł pod jakimś błahym powodzie zapytałem w końcu o to, co mnie interesowało:
- Czy ktoś jeszcze tu mieszka?
- Nie, ale mogę ci pokazać całe mieszkanie. - Mimo wysiłku nie umiałem jej polubić, ale ponieważ miałem nadzieję na spotkanie z Harry'm, mimo że zaprzeczyła, że on istnieje.
No cóż, wierzyłem ,że mam rację dopóki nie zauważyłem, że w całym domu są tylko damskie rzeczy i kosmetyki.
Ale moja nadzieja i wiara w moje zdrowie psychiczne upadła, gdy Eleanor pokazała mi pokój naprzeciwko mojego okna i zobaczyłem jego podłogę.
Całą w kurzu, pełną malutkich kresek.
Bez śladów stóp. _______________________________
Cześć, tu pisząca psychopatka, lekko zawiedziona, bo mimo 77 wejść było tylko 3 komentarze, ale OMG, 77 to NAPRAWDĘ dużo jak dla mnie. Dziękuję, darlings., naprawdę kocham was wszystkich. Napisze to nawet po francusku czy po jakiemu ja to tu wstawiam (ktoś wie?):
Nie wiem kiedy dodam nn, bo mam karę na komputer, ale wierzę w to, że niedługo.
Miałem ich odwiedzić nazajutrz. Uznałem, że jednak wyprowadzka nie jest taka zła.
- Cześć, Louis. Podoba ci się tu?
Zaraz... Skąd on w ogóle wie, kim jestem?
- Ymmm... Taaak, nawet... Jak się nazywasz? - zapytałem, patrząc na niego zdziwiony. Wyglądał, jakby kogoś słuchał, ale obok niego było pusto.
- Jestem Max. Jeśli chcesz, mogę z togą odwiedzić dom obok. Wiem, że masz w planach to zrobić i ja w sumie też jestem ciekawy, co się tam dzieje... Więc? - Nie nadążałem za nim. Znam go dokładnie półtorej minuty, a już zdążył zaproponować mi wycieczkę do tej dziwnej ruiny i uznać mnie za swojego znajomego... A mimo to zgodziłem się na jego propozycję.
-Hmm... Max, to chyba nie jest taki dobry pomysł... - Zacząłem się wahać w najdziwniejszym możliwym miejscu - przed drzwiami strasznego domu.
Chłopak tylko pokręcił głową, mrucząc pod nosem jakieś niemiłe słowa dla mnie. Dobra, tchórzu, weź się w garść i nie nie martw się takimi idiotyzmami, bo... Moje wewnętrzne obrażanie się przerwało pukanie do drzwi i głośny dziewczęcy głos. Zaraz. Dziewczęcy?
W progu stała brunetka, która mogłaby zostać modelką - nie była jakaś specjalnie ładna, ale miała w sobie to coś.
- Och, pewnie ty jesteś moim nowym sąsiadem! Jestem Eleanor, och, cześć Max. - Jej entuzjazm spadł na widok mojego towarzysza. Ciekawe co on takiego jej zrobił.
Pół godziny później, po długiej i bezsensownej rozmowie, podczas której Max wyszedł pod jakimś błahym powodzie zapytałem w końcu o to, co mnie interesowało:
- Czy ktoś jeszcze tu mieszka?
- Nie, ale mogę ci pokazać całe mieszkanie. - Mimo wysiłku nie umiałem jej polubić, ale ponieważ miałem nadzieję na spotkanie z Harry'm, mimo że zaprzeczyła, że on istnieje.
No cóż, wierzyłem ,że mam rację dopóki nie zauważyłem, że w całym domu są tylko damskie rzeczy i kosmetyki.
Ale moja nadzieja i wiara w moje zdrowie psychiczne upadła, gdy Eleanor pokazała mi pokój naprzeciwko mojego okna i zobaczyłem jego podłogę.
Całą w kurzu, pełną malutkich kresek.
Bez śladów stóp. _______________________________
Cześć, tu pisząca psychopatka, lekko zawiedziona, bo mimo 77 wejść było tylko 3 komentarze, ale OMG, 77 to NAPRAWDĘ dużo jak dla mnie. Dziękuję, darlings., naprawdę kocham was wszystkich. Napisze to nawet po francusku czy po jakiemu ja to tu wstawiam (ktoś wie?):
Nie wiem kiedy dodam nn, bo mam karę na komputer, ale wierzę w to, że niedługo.
o kurcze *_* świetny pomysł na opowiadanie! :D tak samo jak wykonanie :) będę stałą czytelniczką! xD czekam na nexta i życzę powodzenia w dalszym pisaniu! Madzga
OdpowiedzUsuń