wtorek, 2 października 2012

Rozdział 1



Stałem przed domem i niepewnie na niego patrzyłem. Musiałem tam zamieszkać, bo rodzice oznajmili mi coś w tym stylu: „ Jesteś już pełnoletni i to od dwóch lat! Przeprowadzasz się do naszego domu w Londynie i zaczynasz sam się utrzymywać. Żyjesz na własny rachunek!!!”.  Ciekawe czy powiedzieliby tak, gdybym nie oznajmił im, że jestem gejem. Zapewne nie. No cóż, nic nie jest sprawiedliwe.
Dom był całkiem przyzwoity i miał lekko zapuszczony ogród. Nie jest źle. Mam własne mieszkanie na spokojnej uliczce, fajną pracę i byłem względnie szczęśliwy. Ciekawe jacy są sąsiedzi… Ci po lewej mieli ładną żółtą willę uznałem, że będą w porządku. Zerknąłem w lewo i moje oczy zrobiły się okrągłe z przerażenia i zdziwienia. Boże, to była totalna ruina. Nie ma szans, żeby ktoś tam mieszkał.  Chociaż… Będę się bał spać w nocy w obawie, że poznam jego lokatorów.
Reszta ulicy wyglądała normalnie, ale wrażenie wywarte przez ruderę pozostało zapisane najgłębiej w całej mojej pamięci.

Wieczorem nie mogłem się powstrzymać przed patrzeniem na te przerażające szczątki domu. W środku świecił się światło, co znaczyło, że ktoś tam mieszka. Przepraszam, kto normalny chciałby żyć w takim miejscu? Nikt, nikt, to jest pewne.
Nagle w oknie naprzeciwko mnie pojawia się postać. Z wrażenia spadam z parapetu, a kiedy wstaję, zauważam uśmiechającego się chłopaka z burzą loków i olbrzymimi zielonymi oczami. W jednej ręce trzyma książkę, a drugą kurczowo trzyma się framugi. Najwyraźniej jest to dla niego duży wysiłek, po drży, a na jego policzkach pojawiają się rumieńce.  Nie wygląda na groźnego lub strasznego, raczej na zdziwionego i lekko przestraszonego. No, i na sympatycznego, więc mu pomachałem. Odmachał mi, po czym nagle krzyknął i upadł na podłogę. Czekałem cierpliwie, aż się podniesie, ale nic takiego nie nastąpiło. Czy mi się tylko wydawało, że go widziałem? Pewnie tak, bo po dwóch godzinach gapienia się w sąsiednie okno zrozumiałem, że już go nie zobaczę. Zrzuciłbym to na przewidzenie gdyby nie to, że doskonale widziałem chłopaka. Za bardzo był dopracowany i za długo go widziałem jak na wytwór wyobraźni.
On istnieje
Jestem tego pewien.

Stałam za chłopakiem i rozbawiona patrzyłam na jego zdumienie. Czy on nie wie, że nikt nie byłby w stanie wyobrazić sobie czegoś tak złożonego i niezwykłego jak Harry? Chyba nie, ale wyraźnie smutny w końcu obszedł od okna, a ja usłyszałam szloch tak cichy, że człowiek by go nie zauważył. Na szczęście ja byłam duchem, więc mnie ten problem nie dotyczył. Powoli przeszłam do drugiego domu i popatrzyłam smutno na chłopaka skulonego na ziemi. Biedactwo. Sam przecież nie przerwie takiej męczarni.
A ja mu nie mogę pomóc.
Za to szatyn z naprzeciwka ma taką możliwość.

Obudziłem się cały obolały; leżałem na podłodze pięć metrów od łóżka. Śniły mi się jakieś koszmary, których dokładnie nie pamiętam, ale w nocy parę razy budziłem się zalany potem. Naprawdę, przestaje mi się podobać mieszkanie tutaj. Cały czas mam wrażenie, że ktoś mnie obserwuje, obok mnie mieszka chłopak, którego najprawdopodobniej nie ma, a ja nie mogę się wyspać! Marzyłem o tym…
Moje rozmyślania przerwały krzyki z drugiej strony domu. Wybiegłem przestraszony do ogródka i zobaczyłem niskiego blondyna drącego się z irlandzkim akcentem na jakiegoś mulata. Ich kłótni przyglądał się rozbawiony brunet, opierający się o framugę drzwi.
-  Przepraszam, moglibyście się łaskawie zamknąć, bo usiłuję sapać, a wy mnie budzicie?! – warknąłem w końcu, a cała trojka bardzo zdziwiona  odwróciła się do mnie. Po minucie mierzenia się nawzajem wzrokiem chłopak nieuczestniczący w pyskówce uśmiechnął się do mnie szeroko i powiedział:
- Cześ, nazywam się Liam Payne, jesteś naszym nowym sąsiadem?
- Tak, ale zaczynam się bać że długo tu nie wytrzymam… - Spojrzałem znacząco na pozostałą dwójkę, a Liam pokazał jeszcze więcej zębów. Podziwiam takich ludzi – szczerzą się cały dzień i nie boli ich szczęka.
- Oni są zwykle nieszkodliwi, tylko głośni i bezsensownie się na siebie wydzierają. Taki dość dziwny zwyczaj. Jak masz na imię?
- Louis – Poczułem przypływ sympatii do chłopaka – był autentycznie miły. Za to reszta nie wydawała się już taka zła. – A wy?
- Zayn –wyszeptał mulat, zerkając  z rozpaczą w lusterko, które wyjął z kieszeni. –  I ten idiota właśnie zniszczył moją fryzurę, która robiłem dwie godziny. Zabiję go!
- Nie zabijesz mnie, kochanie, bo nikt się oprócz mnie z tobą nie prześpi – zachichotał blondyn, po czym odwrócił się do mnie. – Cześć Lou, jestem Niall – wykrzyknął, po czym zaczął uciekać przed wrzeszczącym na niego Zayn’em. Liam wzruszył ramionami  stwierdził:
- Wyobraź sobie, że ja ich mam dwadzieścia cztery godziny na dobę i muszę to znosić…
- To ci współczuję...

Po herbatce zapoznawczej z chłopakami wiedziałem, że się zaprzyjaźnimy. Mimo dziwnego wrażenia początkowego Zayn i Niall okazali się być bardzo mili. Irlandczyk w tym roku kończył liceum, mulat był na studiach, a Liam pracował w kawiarni, bo nie miał kasy na płacenie za wynajem, a nie zgadzał się, żeby reszta za niego płaciła. Uznałem to za tę samodzielność, której mi raczej brakowało, tyle że ja miałem pieniądze.
Miałem ich odwiedzić nazajutrz. Uznałem, że jednak wyprowadzka nie jest taka zła.


Chyba trochę za bardzo go przestraszyłam. Ale właśnie zbliżał się Max, mój wielki sprzymierzeniec. Mam nadzieję, że on coś załatwi.

Moją drogę do domu przeciął chmurny chłopak. Na mój widok na chwilę się rozjaśnił.

- Cześć, Louis. Podoba ci się tu?
Zaraz... Skąd on w ogóle wie, kim jestem?
- Ymmm... Taaak, nawet... Jak się nazywasz? - zapytałem, patrząc na niego zdziwiony. Wyglądał, jakby kogoś słuchał, ale obok niego było pusto.
- Jestem Max. Jeśli chcesz, mogę z togą odwiedzić dom obok. Wiem, że masz w planach to zrobić i ja w sumie też jestem ciekawy, co się tam dzieje... Więc? - Nie nadążałem za nim. Znam go dokładnie półtorej minuty, a już zdążył zaproponować mi wycieczkę do tej dziwnej ruiny i uznać mnie za swojego znajomego... A mimo to zgodziłem się na jego propozycję.
-Hmm... Max, to chyba nie jest taki dobry pomysł... - Zacząłem się wahać w najdziwniejszym możliwym miejscu - przed drzwiami strasznego domu.
Chłopak tylko pokręcił głową, mrucząc pod nosem jakieś niemiłe słowa dla mnie. Dobra, tchórzu, weź się w garść i nie nie martw się takimi idiotyzmami, bo... Moje wewnętrzne obrażanie się przerwało pukanie do drzwi i głośny dziewczęcy głos. Zaraz. Dziewczęcy?
W progu stała brunetka, która mogłaby zostać modelką - nie była jakaś specjalnie ładna, ale miała w sobie to coś.
- Och, pewnie ty jesteś moim nowym sąsiadem! Jestem Eleanor, och, cześć Max. - Jej entuzjazm spadł na widok mojego towarzysza. Ciekawe co on takiego jej zrobił.
Pół godziny później, po długiej i bezsensownej rozmowie, podczas której Max wyszedł pod jakimś błahym powodzie zapytałem w końcu o to, co mnie interesowało:
- Czy ktoś jeszcze tu mieszka?
- Nie, ale mogę ci pokazać całe mieszkanie. - Mimo wysiłku nie umiałem jej polubić, ale ponieważ miałem nadzieję na spotkanie z Harry'm, mimo że zaprzeczyła, że on istnieje.
No cóż, wierzyłem ,że mam rację dopóki nie zauważyłem, że w całym domu są tylko damskie rzeczy i kosmetyki.
Ale moja nadzieja i wiara w moje zdrowie psychiczne upadła, gdy Eleanor pokazała mi pokój naprzeciwko mojego okna i zobaczyłem jego podłogę.
Całą w kurzu, pełną malutkich kresek.

Bez śladów stóp. _______________________________
Cześć, tu pisząca psychopatka, lekko zawiedziona, bo mimo 77 wejść było tylko 3 komentarze, ale OMG, 77 to NAPRAWDĘ dużo jak dla mnie. Dziękuję, darlings., naprawdę kocham was wszystkich. Napisze to nawet po francusku czy po jakiemu ja to tu wstawiam (ktoś wie?):Tumblr_mayz00rn5r1qa9i9wo1_500_large
Nie wiem kiedy dodam nn, bo mam karę na komputer, ale wierzę w to, że niedługo.

1 komentarz:

  1. o kurcze *_* świetny pomysł na opowiadanie! :D tak samo jak wykonanie :) będę stałą czytelniczką! xD czekam na nexta i życzę powodzenia w dalszym pisaniu! Madzga

    OdpowiedzUsuń