środa, 24 października 2012

Rozdział 4



Patrzyłem zszokowany na kawałek papieru z wyrokiem śmierci na chłopaka, który po dwóch dniach zajmował dużo miejsca w moim sercu.
Zagryzłem wargę. Wszystko nagle zrobiło się jaśniejsze. Problemy Harry’ego z ustaniem w pionie. Brak śladów jego stóp na podłodze. Smutny ton jego głosu, gdy mówił o sobie.
Był młody, pełny nadziei i marzeń, które nigdy się nie spełnią. W jakiś dziwny sposób nie tylko było mi go żal, ale też chciałem się nim zaopiekować i walczyć z nim do końca, bo… W sumie była nikła szansa, że przeżyje. Istniała! Miałem ochotę skakać z radości…
Boże, dlaczego ja się tak nim przejmuję? To nie ma sensu – znam go tylko parę dni, a martwię się o niego bardziej niż o moich wieloletnich przyjaciół! To jest dość dziwne. Chyba że… Nie, niemożliwe, nie zakochałem się w nim! No, może trochę… Tak malutko.
Kogo ja oszukuję? Samego siebie?
Zakochałem się jak idiota.

Siedziałem zdumiony na podłodze. Wokół mnie wirowały drobinki kurzu, a ja zszokowany patrzyłem na bałagan na strychu. Wszedłem tu, żeby tylko zajrzeć, ale zauważyłem, że wszystko jest takie… chwiejne i zemdlałem. Nie wiem, dlaczego, ale obudziłem się z zdziwiony, bo było południe, a ja tam przyszedłem o poranku. Dookoła mnie panował niezwykły spokój. Rozejrzałem się i ze zdziwieniem rozpoznałem parę przedmiotów z mojego dzieciństwa. Zapomniałem, że kiedyś spędzałem tu wakacje i zostawiłem tu zabawki… Jako dziecko bardzo, ale to bardzo chciałem żeby mama mi pozwoliła obejrzeć ten strych i bawić się tu, ale ona mi nigdy nie pozwalała. Paręnaście lat później, jako dwudziestojednoletni mężczyzna nadal miałem ochotę to zrobić i nikt nie mógł mi tego zabronić! Czasami zachowuję się jak dziecko – z dzikim okrzykiem i uśmiechem rzuciłem się na zakurzone paczki, które okazały się pełne jakiś zdjęć z dzieciństwa moich dziadków, rodziców oraz mojego rodzeństwa, rachunków, listów jakiś dawnych wielbicieli mojej mamy i innych papierów. Poczułem się lekko zawiedziony, zawsze wierzyłem, że trzymamy tu coś niezwykłego… Ale zostaje druga część strychu!
Wszedłem za szafę i od razu poczułem się obserwowany. Jakaś mania prześladowcza zaczyna mnie dopadać – kto może stać na moim strychu? Mimo tego logicznego argumentu co chwila rozglądałem się w obawie, że ktoś tu jest… Na ten przykład ten, który mi podszepnął ponowną wizytę u sąsiadów… Kiedy to sobie przypominam, przechodzi mi ochota na wchodzenie dalej między rupiecie. Może zejdę na dół i ukryję się gdzieś, gdzie…? Boże, myślę jak małe dziecko. Tak, Tomlinson, może jeszcze wpełzniesz po łóżko z obawy, że cię coś zje? Zaciskam zęby i przekonując samego siebie, że mi się wydawało, zaglądam z szafę i wydaję zduszony krzyk. Na podłodze są rozrzucone jakieś stare suknie jak z fotografii z moja babcią, wszędzie leżą farby, palety oraz płótna z obrazami, a na szafce stoi kubek z herbatą. Na szczęście zimną i bardzo mała ilością, a po jej zapach u stwierdzam, że ma przynajmniej parę lat. Uroczo. Postanawiam się rozejrzeć. Czyje to właściwie są ubrania? Moja mama na pewno ich nie nosiła, za stare. Babcia też, bo byłyby na nią za małe. Czyżby należały do córki poprzedniego właściciela? Tej, która utopiła się w stawie niedaleko stąd?
Wzdrygnąłem się na samą myśl i odwróciłem swoją uwagę od strojów, patrząc na obrazy. Były naprawdę dobre – w większości jakaś martwa natura wyglądająca jak prawdziwa, pejzaże widoków zza okna i ledwo zaczęty szkic jakiejś postaci z czymś na rękach… Albo z kimś… W sumie to było parę maźnięć ołówkiem, przypominających mi coś znajomego. Tak, stanowczo, rysunek przedstawia coś znajomego... Ale nie wiedziałem co i miałem dość myślenia. Od trzech dni praktycznie nie śpię, bo ciągle się nad czymś zastanawiam. Koniec z tym.
Rzuciłem płótno na ziemię i wyszedłem ze strychu, nie zauważając, że ktoś zupełnie dopił herbatę.

Chichotałam, patrząc na jego dezorientację. Chwyciłam kubek i skończyłam napój, podczas gdy on oglądał moją twórczość. Gdy zobaczył szkic przez chwilę bałam się, że do rozpozna, bo marszczył brwi, jakby sobie coś przypominając, ale albo nie pamiętał, albo uznał że wspomnienie podczas którego bawi się z duchem dziewczyny jest dziwne. Obstawiam to drugie. Poczułam nieodpartą potrzebę zrobienia czegoś – wypiłam u Max’a pięć kubków kawy, rozmawiając na temat mojej głupoty i zostawienia Lou i Harry’ego w spokoju (ogólnie Max był za, a ja przeciw, na skutek czego się pokłóciliśmy i wywalił mnie za drzwi), więc rozpierała mnie energia. Mój wzrok padł na sterty przedmiotów, tych niepotrzebnych mi do niczego i tych moich. Wzięłam w ręce resztki jakiejś figurki należącej kiedyś do mamy Louis’a i przekładałam je z ręki do ręki. Ostatni raz porządek zrobili tu moi rodzice, jeszcze przed wojną. A ja mam czas. Dużo czasu. Biorę do ręki moją fioletową sukienkę i chowam ją do szafy, zaczynając sprzątać strych.

Siedziałem u moich sąsiadów i wraz z Liam’em z niedowierzaniem patrzyłem na „obrażonych” na siebie Zayn’a i Niall’a – z dojrzałością pięciolatków siedzieli po dwóch przeciwnych rogach małej kanapy, udawali że na siebie nie patrzą i wydymali usta, gdy przyłapywali się na wzajemnym gapieniu się. Wymieniliśmy z Payne’m zrezygnowane spojrzenia i wyszliśmy z salonu, słusznie myśląc, że swoją obecnością pogarszamy tylko sprawę, prowadząc do większego napięcia. Wyszliśmy na dwór i zaczęliśmy iść w kierunku małego lasku po przeciwnej stronie ulicy. Tam też nie wolno mi było chodzić. Najwyraźniej dzisiaj jest dzień łamania wszystkich zakazów z dzieciństwa, bo pociągnąłem go w tamtą stroną i zapytałem:
- O co tym razem poszło?
- Standardowo, zaczęło się od włosów Zayn’a i wszystkich problemy z nimi związanymi, a skończyło na krzykach typu: „Nienawidzę cię”, „Jesteś moim największym błędem” i parę rzeczy w tym stylu. Ale dzisiaj Zayn lekko przesadził z darciem się, że wróci do Perrie i będzie mu raczej trudno przebłagać Niall’a do przyjęcia przeprosin w ciągu najbliższych trzech dni.
- To oni byli parą?! Miałem wrażenie, że Pers lubi Nialler’a… Na imprezie zachowywali się jak przyjaciele! – Zdziwiłem się.
- Jakimś cudem nic jej nie przeszkadza, że jest związany z jej byłym. Za to Malik’a do dzisiaj nie lubi i jest zgaszona w jego obecności, co zapewne też zauważyłeś.
- Czy jest jeszcze coś czego nie wiem?
- Dużo. Wszyscy mnie tu traktują jak przyjaciela i mi się zwierzają, więc znam wszystkie plotki i tajemnice ludzi z naszej ulicy.
Zamrugałem. Coś mi przyszło do głowy.
- Wiesz coś więcej o Eleanor?
Zacisnął usta.
- Ona jest tu tematem tabu, ale jeśli chcesz ją poznać, to nie radzę. Kiedy się tu wprowadziła, myśleliśmy, że jest naiwna i głupiutka, taka typowa nastolatka, ale parę dni później okazała się być zimna, wyrachowana i złośliwa. A poza tym cały czas mam wrażenie, że podczas swoich opowieści o smutnym samotnym życiu kłamie, bo już parę razy zmieniała wersję wydarzeń, zacinała się w środku zdań i długo myślała nad odpowiedziami. Jeśli ci się podobała, to przepraszam za takie niemiłe słowa, ale to prawda.
- Nie, nie, nigdy. Podejrzewałem tylko, że ona coś knuje. – Jeśli nic nie wiedział o tajemnicy El, to nie musiałem mu o niej opowiadać, bo miałby więcej cudzych problemów na głowie, które musiałby rozwiązać i się nimi martwić. Postanowiłem zmienić temat.
- Czy Ziall kiedykolwiek się nie kłócił?
- Na początku kochali się bezwarunkowo, a potem poznali starą mądrość, która mówi, że każda prawdziwa para kłoci się od czasu do czasu i przyswoili tą prawdę odrobiną za dobrze. Ale mimo to są chyba najbardziej zgodną parą na świecie.
- Zazdroszczę im – wymsknęło mi się, po czym spłonąłem rumieńcem, a Liam litościwie postanowił o nic nie pytać, tylko stwierdził:
- Chodź, robi się zimno i ciemno, wracajmy.
W domu czekał nas oryginalny widok śliniącego się Niall’a śpiącego na Zayn’ie, będącego również w krainie Morfeusza, i na kanapie. Zareagowaliśmy głośnym śmiechem, który ich obudził.
- Cieszę się, że wreszcie się pogodziliście – powiedziałem z uśmiechem, a oni zamknęli gotowe do krzyku usta.
Wyjrzałem przez okno i zobaczyłem w ciemności swój dom. Przypomniał mi się głos szepczący do mnie i herbatę na strychu.
- Mogę u was nocować? – zapytałem szybko, nie myśląc nad tym. Ni chciałem tam wracać po ciemku, a już na pewno nie przebywać tam samemu. Musze kupić sobie zwierzątko.
- Jasne, Lou – powiedział Niall, krztusząc się ze śmiechu, bo Zayn i Liam postanowili go zacząć łaskotać. Pokręciłem głową z dezaprobatą i po chwili rzuciłem się im pomagać.

Nad rankiem wszedłem do domu i pierwsze, co zauważyłem, a raczej usłyszałem, to muzyka dochodząca z góry. Wdrapałem się po schodach i moje przypuszczenia się potwierdziły – dźwięk pochodził ze strychu. Zagryzłem wargę i otworzyłem drzwi. Za nimi nikogo nie było, za to ze pokoju znikł cały bałagan. Pudła, ubrania, zabawki, obrazy i reszta rupieci wyparowała, pojawił się stary sekretarzyk i szafa. Przepraszam, pomyłka, wszystkie płótna wisiały na ścianach, zapisanych jakimiś słowami. podszedłem i odczytałem:

Just close your eyes
The sun is going down
You'll be alright
No one can hurt you now
Come morning light
You and I'll be safe and sound

Zdałem sobie sprawę, że to piosenka, która właśnie leci w porzuconym przez mojego „gościa” walkman’ie. Właśnie, może dowiem się kto mnie nawiedza? Rozglądam się uważnie i uśmiecham się szeroko. Sprzątających była dwójka, jeden w butach z protektorem, których odcisk skądś kojarzyłem i kobieta w balerinkach i popełnili jeden błąd - po prostu nie odkurzyli podłogi, zostawiając ślady po sobie. Albo… Zrobili to specjalnie, żebym wiedział, że istnieją. Głowa mnie boli od przypuszczeń i… Och.
Ten obraz z wczoraj, niedokończony szkic… Teraz jest już kompletny. Już wiem, dlaczego był taki znajomy i jestem pewien, że słowa „błoga nieświadomość” mają w sobie dużo prawdy.
Rysunek jest w całości wykonany miękkim ołówkiem, przedstawia pewne miejsce nad jeziorem w pobliskim lesie, gdzie stoi stare drzewo i jest na nim zawieszona huśtawka, a kiedy się na niej siedzisz masz wrażenie, że dotykasz stopami nieba odbitego w błękitnej czystej tafli wody. Jako dziecko kochałem ją – do czasu aż dowiedziałem się, że kiedyś skoczyła z niej dziewczyna i się utopiła.
Teraz siedziała na niej jedna osoba, a druga stała nad nią. Osoba stojącą byłem ja. A osobą siedzącą – Harry. Obraz był podpisany:

Dla Larry’ego – Susanne.

___________________________

Przepraszam za długie niepublikowanie, miałam mnóstwo problemów, obowiązków i nauki. Przepraszam darlings.

poniedziałek, 15 października 2012

Rozdział 3



Powoli przeszedłem parter nieswojego mieszkania, czując ciepło na policzkach. Zapewne wściekle się rumieniłem - ze wstydu, że to robię, ze złości, że mnie bezczelnie okłamano i z podekscytowania, bo ciekawił mnie ten dziwny chłopak.
Wspinając się po schodach zastanawiałem się, czy jak Eleanor wróci, uzna, że list od chłopaka, który według niej nie istnieje, to dobry pretekst do przebywania w jej mieszkaniu. Mam nadzieję, że tak.
Zapukałem do drzwi, ale nic nie usłyszałem. Mimo to wszedłem. Jak tak dalej pójdzie, to zostanę włamywaczem.
Pokój był idealnie pusty - stało w nim tylko olbrzymie łóżko i malutka szafka z lampką nocną. Chłopaka nigdzie nie było. Podłoga nadal była cała w kurzu, ale pojawiły się na niej ślady ciężkich butów i obcasów. To znaczy, że to jest pokój Harry'ego? Nie jestem pewien, ale tak podejrzewam.
Rozejrzałem się uważniej. Na ścianie znajdowała się gładka tafla lustra, a wszędzie było coś napisane. Podszedłem bliżej, zobaczyć co, ale to co zobaczyłem było przerażające - dwa słowa napisane miliony razy. 
„ Nienawidzę jej ”.
- Witaj. Już przestawałem wierzyć, że przyjdziesz - usłyszałem słowa wypowiedziane zachrypniętym głosem, a ja przestraszony odwróciłem się, a moim oczom ukazał się chłopak wynurzający się zza łóżka. Miał minę kogoś, kto strasznie cierpi. Niepewnie się do niego zbliżyłem:
- Pomóc ci, Harry?
- Nie... - wysapał cicho, już leżąc na łóżku i dyszą ciężko jak po przebiegnięciu długiego dystansu. - Naprawdę nazywasz się Louis?
- Tak. A ty Harry? - Pokiwał głową, a ja kontynuowałem: - Jesteś bratem Eleanor?
- Nie! Nigdy! Nie chciałbym mieć z nią nic wspólnego! - krzyknął, a na jego twarzy pojawił się grymas wściekłości. - Nienawidzę jej. Zniszczyła mi życie... Właściwie to nie do końca je zniszczyła, ale miała w tym duży udział.
- To o niej? - zapytałem, pokazując na ściany dookoła, a on wyszeptał:
- Tak... I... - Jego cichą wypowiedź przerwał wrzask z dołu.
- HARRY!!! MASZ 2 MINUTY NA ZEPRANIE SIĘ I IDZIEMY!!!
- Kto idzie ten idzie, jędzo - warknął, po czym odwrócił się smutno powiedział. - Muszę już iść, może spotkajmy się kiedy indziej?
- Hmm... - Byłem lekko oszołomiony. Nawet nie zdążyłem zdać mu połowy pytań, które przyszły mi na myśl. - Jasne. Mam wyjść oknem?
- Tak, tylko szybko. - Przerażony popatrzył na drzwi, słysząc kroki na schodach. Co miałem zrobić? Po chwili siedziałem na podłodze u siebie w domu i nie byłem całkowicie pewien, czy to co przed chwilą się wydarzyło, było prawdą.
Usłyszałem szczęk klucza i wyjrzałem przez okno, by zobaczyć, jak Eleanor i jej towarzysz z Harry'm znowu przewieszonym przez ramię wchodzą do samochodu i gdzieś odjeżdżają

- Sue! Weź się uspokój! Przestań tworzyć pary na siłę! Oni może i się w sobie zakochają, ale wiesz, że to nie będzie szczęśliwa historia!
- Max, to ty się uspokój! Która para, którą połączyłam z twoją pomocą jest nieszczęśliwa? Danielle i Liam ? Niall i Zayn? A może ty? Wolałbyś znaleźć sobie żywą dziewczynę?
- Nie, ale podejrzewam, że Louis tak! Jakbyś jeszcze nie zauważyła, on jest równie uczuciowy co Harry i nie przeżyje czegoś takiego!
- Może masz rację... Tyle, że jest już za późno na wątpliwości..
Tak, miałam rację - Louis i Harry byli sobą zainteresowani i nic nie mogło tego zmienić.

Rano obudziły mnie wrzaski Ziall'a. Szczerze wolałbym być księżniczką, budzoną przez ptasie trele, a nie dwóch nienormalnych idiotów, kłócących się o każdy nieistotny, bezsensowny szczegół. Jeśli dobrze rozumiałem, właśnie cała ulica mogła się dowiedzieć, że Zayn nie lubi, jak mu się burzy jego idealnie ułożoną fryzurę, za to Niall lubi to robić. Nie wiem, jak tak skrajnie różne dwie osoby mogą być razem. Chyba że uznam, że przeciwieństwa się przyciągają.
Ignorując swoją ciekawość odwiedziłem willę, w której mieszkały Danielle i i Perrie. A raczej... Zacząłem iść w tam tym kierunku, gdy usłyszałem ciche słowa.
Eleanor nie ma w domu.
Zatrzymałem się. Kto. To. Był?
Więc mógłbyś tam wejść, bo nikogo nie ma.
Zacząłem znowu się bać o swoje zdrowie psychiczne.
Mimo tego postanowiłem posłuchać głosu i zrobiłem dokładnie to, co wczoraj.
Powoli, ignorując złośliwy głos w mojej głowie, mówiący:
  „ Louis, jesteś powalony, włamujesz się co chwila do cudzego mieszkania, bo interesujesz się jego mieszkańcem! ”(wcale że nie!), otworzyłem dom Calder i rozejrzałem się dookoła. Nie miałem nadziei, że spotkam Harry'ego, ale mimo to tu wszedłem. Jak zawodowy złodziej. Czuję się głupio...
Mój wzrok padł na stertę papierów na blacie w kuchni. Hmm... Chyba nikt nie będzie mi miał za złe, jak je sobie obejrzę.... Dobra, zmieniłem się w złe dziecko. Albo dorosłego.
Niestety to, co znalazłem to był tylko rachunki za gaz i prąd. Wysokie rachunki, które świadczyły o tym, że Eleanor lub Harry są bogaci.
Ale... Tam są szuflady... Dobra, pieprzyć mój wizerunek, ciekawość to ciekawość.
W pierwszej były herbaty, nici, nożyczki i leki. Podejrzanie dużo lekarstw. W drugiej jakieś serwetki, pod którymi leżały klucze i pieniądze. Już chciałem ją zamknąć, gdy moją uwagę zwrócił mały kluczyk wyglądający jak od pamiętnika. Chwilę się na niego patrzyłem, po czym schowałem go do kieszeni, wściekle się rumieniąc i udowadniając sobie, że tylko go pożyczam, bo może mi się przydać.
KŁAMCA. Nie kradnij, bo nie jest ci potrzebny. Czwarta szuflada, szybko.
Uznałem, że mogę to zignorować i zajrzałem do trzeciej, w której były sztućce - tyle że bez noży. Wolę nie wiedzieć dlaczego.
W czwartej leżały sterty dokumentów z pieczątkami szpitala.
Zaintrygowany zacząłem je przeglądać i wyławiałem najważniejsze wiadomości spośród potoku fachowych określeń: „zapalenie wielomięśniowe... niezwykły przypadek, niezaatakowane mięśnie obręczy barkowej, mocno uszkodzone mięśnie obręczy biodrowej... zanik mięśni  kończyny dolnej...   konieczne jest włączenie do leczenia leków immunosupresyjnych: imuran, cyklofosfamid bądź metotreksat... późno rozpoczęte leczenie...mała szansa na przeżycie mniej niż 1%...”.
Zaraz. 
Czyje to dokumenty?
Szybko przeglądam wszystkie papiery i kiedy znajduję nazwisko, czuję się jakby ktoś uderzył mnie w brzuch. To jest niemożliwe. Zamykam oczy i otwieram je ponownie , mając nadzieję, że się przewidziałem, ale moim oczom ukazuje się dokładnie ten sam napisany tłustą czcionką napis. Harold Edward Styles.

Przypadek beznadziejny.

_______________
Dodaję póki mogę, bo później nie mam czasu.

piątek, 12 października 2012

Rozdział 2

Po dłuższym przyjrzeniu się zauważyłem, że podłoga wzdłuż ściany jest bez kurzu.
Już się zaczynałem bać o swoje zdrowie psychiczne... Nie, w sumie nadal się o nie martwię, ale już mniej.
Ale... Czy to jest prawda?


Wieczorem wyjrzałem przez okno.
Widok sprawił, że miałem minę godną idioty. Tak, owszem, było cudne, bezchmurne, rozgwieżdżone niebo, dziki ogród i w ogóle pocztówkowy obraz, ale nie o to chodziło.
Na ławeczce przed sąsiednim domem siedział  znany nieznany mi chłopak z okna , a ja z przerażeniem uświadomiłem sobie, że uważam, że ma na imię Harry. Po prostu skądś to wiedziałem. Niedługo nad tym myślałem, bo zawiał wiatr, a ja zacząłem uważnie przyglądać się jego rozwianym lokom i szalikowi.  Wyraźnie było mu zimno, drżał przy każdym podmuchu, ale zamiast jak normalny człowiek wrócić do pokoju po coś cieplejszego niż T-shirt, rurki i szalik, on nawet się nie ruszył, tylko patrzył błagalnie na zamknięte drzwi, jakby oczekiwał, że Eleanor go wybawi. Sytuacja była dość dziwna – nic nie rozumiałem. Siedzi, zamarza, dlaczego nie wejdzie?
Chłopak powoli podniósł głowę i napotkał mój wzrok. Od razu szeroko się uśmiechnął, wypuszczając ustami mały dymek. Aż tak chłodno czy pali? Właściwie nic mnie to nie obchodziło, liczyły się tylko jego olbrzymie zielone tęczówki wpatrzone we mnie z zafascynowaniem, przerażeniem i niemym błaganiem, którego nie rozumiałem. Moje palce zacisnęły się na klamce okna, ale kiedy prawie ją nacisnąłem, usłyszałem krzyk wściekłej dziewczyny. Przerażony Harry (dobra, nie wiem jak się nazywa, ale to może zostać dopóki się nie dowiem) błyskawicznie odwrócił spojrzenie, zrywając nasz kontakt. Eleanor z miną wściekłego byka podeszła do chłopaka i strasznie zaczęła się na niego wydzierać. Słyszałem pojedyncze wyrazy, nie układające się w nic logicznego: „Nie powinieneś… Wiesz przecież, że… Dlaczego… Twoja matka i ojciec… Nieważne… Rozumiesz, że… SZPITALA!!!”. Zaraz. Jaki znowu szpital? O co tu chodzi?
W sumie miałem zamiar otworzyć okno i nie zważając na ciszę nocną, której tak właściwie nikt nie przestrzegał (z drugiego końca ulicy dochodziły dźwięki ostrej imprezy, a moi sąsiedzi zażarcie się o coś kłócili), wywrzeszczeć te pytania, gdy zobaczyłem coś szokującego. Dziewczyna uderzyła chłopaka w twarz, a chwilę potem z cienia wyszedł umięśniony facet, którego wcześniej nie zauważyłem i przewiesił sobie Harry’ego przez ramię. Tak po prostu, jak worek.  Zanim zdążyłem zareagować, zniknęli we wnętrzu domu.
Jedyne, co zdążyłem zauważyć to rozpacz i rezygnację w tych pięknych zielonych oczach.

Wcale nie spędziłem całej nocy na myśleniu o Harry’m, Eleanor i tamtym trzecim, przysięgam! No, może tylko chwilę… Dobra, kogo ja okłamuję – obudziłem się niewyspany, bo całą noc spędziłem martwiąc się cudzymi problemami. Ale przepraszam, po prostu nie umiem zrozumieć jednego – dlaczego Eleanor kłamie? Przecież teraz jestem już pewien, że on istnieje, wcześniej też byłem o tym przekonany więc z czego ona robi taką tajemnicę?

Louis wyglądał na zdziwionego i zdeterminowanego równocześnie. Uśmiechnęłam się ta widok dziecięcego uporu na jego twarzy. On nie spocznie, dopóki nie rozwiąże tej tajemnicy…
A ja i Max mu trochę w tym pomożemy.
Powoli ruszyłam drogą, nie mogąc powstrzymać radości na widok ludzi przechodzących przeze mnie i wzdrygających się z zimna. Biedacy.
Nie przejmując się ludzkimi zwyczajami, przeszłam przez drzwi i krzyknęłam:
- Max, chodź tu, masz coś do zrobienia!
- Cholerna panienko, nie wiesz, że normalni ludzie chcą mieć trochę spokoju, żeby się wyspać – warknął, pojawiając się na szczycie schodów z ręcznikiem na głowie.
- Spałeś pod prysznicem z włączoną wodą? Naprawdę Max?
- Nie czepiaj się szczegółów – powiedział, po czym przyjrzał mi się uważnie. – Ładnie ci w tej sukience Sue. Masz nogi godne modelki, nie wiem dlaczego nosisz te stare niepraktyczne suknie.
- Bo je lubię i nie chcę, żebyś się ślinił na mój widok. W każdym razie nie przyszłam gadać tu o moim stroju, tylko o moim podopiecznym.
- Styles’owi nic już nie pomoże, zrozum to wreszcie. W przypadku Niall’a i Zayn’a mogłaś pomoc, dwa nieszczęśliwie zakochane głupki, ale w przypadku Harry’ego i tego nowego… Nie rób z nich pary. Louis jest bardzo miły i optymistyczny, ale ciężko znosi złe nowiny. A wiesz, że to się  nie może dobrze skończyć?
- Taa, jasne Max, bo ty masz tak CZĘSTO rację, że szkoda gadać. Dobra posłuchaj, plan jest taki…
Teraz, z perspektywy czasu, żałuję, że go nie posłuchałam.
Chociaż… Najprawdopodobniej i beze mnie by się znaleźli.

Po południu, wracając ze sklepu, natknąłem się na imprezę w moim ogrodzie.
Tak. W moim. Z niewiadomego powodu na moim podwórku stali Liam, Zayn, Niall, Max, Eleanor, ten wczorajszy mięśniak i jakieś dwie nieznajome dziewczyny. Jedna, brunetka z kręconymi włosami, przytulała się do Liam’a, więc uznałem, że jest jego dziewczyną. Druga, blondynka z  mocnym makijażem, była wyraźnie smutna i za czymś tęskniła. Witam w klubie, moja droga.
- Cześć Lou przedstawiam ci dalszą część sąsiadów, to jest Dan, chodzi z Liam’em, a to Perrie, wredna i samotna, ale chyba podoba jej się Zayn…  - powiedział Niall z uśmiechem niepozostawiającym złudzeń co do jego trzeźwości. Rozejrzałem się po obecnych. Wszyscy, nie licząc Eleanor, byli w podobnym stanie. Payne i Malik gdzieś zniknęli.
- Zabiję cię – wrzasnęła dziewczyna i zaczęli się ganiać wokół domu.
Dwadzieścia minut później Danielle uwiesiła się na mnie i wyjęczała:
- Gdzieee je-est Liii?
Po chwili zauważyłem go w jego sypialni i zrezygnowany podałem Max’owi dziewczynę. Razem zanieśliśmy ją do moich sąsiadów. Schneider położył ją przed jej chłopakiem i zaczął mówić z szatańskim uśmiechem:
- Nie wiem dlaczego, ale to właśnie ona jest najbardziej pijana, a ty najbardziej trzeźwy, więc się nią zajmij.  Aha, Perrie siedzi w łazience i chyba powinieneś jej pomoc, i nie wchodź lepiej do pokoju Niall’a jeśli nie chcesz zobaczyć czegoś, czego wolałbyś nie widzieć – skrzywił się z niesmakiem. Skąd on to wszystko wie?
- Chodź Louis – wyszeptał i pociągnął mnie za sobą, zostawiając biednego Liam’a w totalnym szoku. – wiesz, że Eleanor jest pijana i pojechała gdzieś ze swoim chłopakiem? - Pokiwałem głową, nie wiedząc do czego dąży. – A dom został niezamknięty i pusty… Albo i nie…
- No i co… - Nagle zrozumiałem. – Max, to będzie włamanie!
- Wcale że nie, Harry cię zaprosił. – Chłopak podał mi jakąś kartkę i szybko się ulotnił, zaczynając kłótnię z powietrzem. Powoli otwarłem list i zacząłem czytać.

Cześć… Louis?
Max twierdzi, że się tak nazywasz, a on raczej nie kłamie, więc mu wierzę. Zapewne zastanawiasz się, kto jest na tyle walnięty, żeby to pisać, ale już ci odpowiadam – to twój sąsiad, Harry.
Widziałeś mnie już parę razy, ale nie mieliśmy czasu, żeby się do siebie odezwać. Mam wielką ochot cię poznać, wydajesz się taki… interesujący… inny… fascynujący… rzeczywisty… W sumie nie byłem pewien, czy nie jesteś kolejnym wytworem mojej wyobraźni, ale skoro Schneider cię widzi, to ja chyba jestem normalny i… Ty istniejesz. Naprawdę ktoś mieszka okno obok, naprawdę się do mnie uśmiecha, naprawdę ma takie piękne głębokie niebieskie oczy…
Eleanor usiłuje mi wmówić, że dla mojego  dobra powinieneś uważać, że  nie istnieję, ale nie wiem dlaczego – przecież nic mi nie zrobisz, co ona podaje jako argument. Nie wierzę, że chłopak zachowujący się przy mnie tak jak Ty jest w stanie być tak wredny, niemiły i arogancki jak opowiadała.
Czy mógłbyś mnie kiedyś odwiedzić w niedzielę albo wieczorem? W innych porach nie ma mnie w domu, więc Eleanor może łatwo ukrywać moje istnienie, a wtedy ją zaskoczysz.
Będę na Ciebie dzisiaj czekał. Nieważne, czy przyjdziesz po południu, czy w środku  nocy. Ważne, że w ogóle przyjdziesz. Proszę Cię o to

Samotny i czekający, choćby całe życie
Harry
Jest dokładnie północ, a w oknie naprzeciwko mojego pali się światło. Pełen jakiejś nieznanej mi wcześniej siły ciskam kartkę w ręce i naciskam klamkę domu moich sąsiadów, po czym bezszelestnie się tam wślizguję.

Cicho, bezszelestnie, jak cień.

____________________________

Psychopatka, która wreszcie dopadła komputer jest zachwycona. Całe 213 wejść.
I love you, darlings. That's for you.

393780_2321468605741_586015164_n_large

wtorek, 2 października 2012

Rozdział 1



Stałem przed domem i niepewnie na niego patrzyłem. Musiałem tam zamieszkać, bo rodzice oznajmili mi coś w tym stylu: „ Jesteś już pełnoletni i to od dwóch lat! Przeprowadzasz się do naszego domu w Londynie i zaczynasz sam się utrzymywać. Żyjesz na własny rachunek!!!”.  Ciekawe czy powiedzieliby tak, gdybym nie oznajmił im, że jestem gejem. Zapewne nie. No cóż, nic nie jest sprawiedliwe.
Dom był całkiem przyzwoity i miał lekko zapuszczony ogród. Nie jest źle. Mam własne mieszkanie na spokojnej uliczce, fajną pracę i byłem względnie szczęśliwy. Ciekawe jacy są sąsiedzi… Ci po lewej mieli ładną żółtą willę uznałem, że będą w porządku. Zerknąłem w lewo i moje oczy zrobiły się okrągłe z przerażenia i zdziwienia. Boże, to była totalna ruina. Nie ma szans, żeby ktoś tam mieszkał.  Chociaż… Będę się bał spać w nocy w obawie, że poznam jego lokatorów.
Reszta ulicy wyglądała normalnie, ale wrażenie wywarte przez ruderę pozostało zapisane najgłębiej w całej mojej pamięci.

Wieczorem nie mogłem się powstrzymać przed patrzeniem na te przerażające szczątki domu. W środku świecił się światło, co znaczyło, że ktoś tam mieszka. Przepraszam, kto normalny chciałby żyć w takim miejscu? Nikt, nikt, to jest pewne.
Nagle w oknie naprzeciwko mnie pojawia się postać. Z wrażenia spadam z parapetu, a kiedy wstaję, zauważam uśmiechającego się chłopaka z burzą loków i olbrzymimi zielonymi oczami. W jednej ręce trzyma książkę, a drugą kurczowo trzyma się framugi. Najwyraźniej jest to dla niego duży wysiłek, po drży, a na jego policzkach pojawiają się rumieńce.  Nie wygląda na groźnego lub strasznego, raczej na zdziwionego i lekko przestraszonego. No, i na sympatycznego, więc mu pomachałem. Odmachał mi, po czym nagle krzyknął i upadł na podłogę. Czekałem cierpliwie, aż się podniesie, ale nic takiego nie nastąpiło. Czy mi się tylko wydawało, że go widziałem? Pewnie tak, bo po dwóch godzinach gapienia się w sąsiednie okno zrozumiałem, że już go nie zobaczę. Zrzuciłbym to na przewidzenie gdyby nie to, że doskonale widziałem chłopaka. Za bardzo był dopracowany i za długo go widziałem jak na wytwór wyobraźni.
On istnieje
Jestem tego pewien.

Stałam za chłopakiem i rozbawiona patrzyłam na jego zdumienie. Czy on nie wie, że nikt nie byłby w stanie wyobrazić sobie czegoś tak złożonego i niezwykłego jak Harry? Chyba nie, ale wyraźnie smutny w końcu obszedł od okna, a ja usłyszałam szloch tak cichy, że człowiek by go nie zauważył. Na szczęście ja byłam duchem, więc mnie ten problem nie dotyczył. Powoli przeszłam do drugiego domu i popatrzyłam smutno na chłopaka skulonego na ziemi. Biedactwo. Sam przecież nie przerwie takiej męczarni.
A ja mu nie mogę pomóc.
Za to szatyn z naprzeciwka ma taką możliwość.

Obudziłem się cały obolały; leżałem na podłodze pięć metrów od łóżka. Śniły mi się jakieś koszmary, których dokładnie nie pamiętam, ale w nocy parę razy budziłem się zalany potem. Naprawdę, przestaje mi się podobać mieszkanie tutaj. Cały czas mam wrażenie, że ktoś mnie obserwuje, obok mnie mieszka chłopak, którego najprawdopodobniej nie ma, a ja nie mogę się wyspać! Marzyłem o tym…
Moje rozmyślania przerwały krzyki z drugiej strony domu. Wybiegłem przestraszony do ogródka i zobaczyłem niskiego blondyna drącego się z irlandzkim akcentem na jakiegoś mulata. Ich kłótni przyglądał się rozbawiony brunet, opierający się o framugę drzwi.
-  Przepraszam, moglibyście się łaskawie zamknąć, bo usiłuję sapać, a wy mnie budzicie?! – warknąłem w końcu, a cała trojka bardzo zdziwiona  odwróciła się do mnie. Po minucie mierzenia się nawzajem wzrokiem chłopak nieuczestniczący w pyskówce uśmiechnął się do mnie szeroko i powiedział:
- Cześ, nazywam się Liam Payne, jesteś naszym nowym sąsiadem?
- Tak, ale zaczynam się bać że długo tu nie wytrzymam… - Spojrzałem znacząco na pozostałą dwójkę, a Liam pokazał jeszcze więcej zębów. Podziwiam takich ludzi – szczerzą się cały dzień i nie boli ich szczęka.
- Oni są zwykle nieszkodliwi, tylko głośni i bezsensownie się na siebie wydzierają. Taki dość dziwny zwyczaj. Jak masz na imię?
- Louis – Poczułem przypływ sympatii do chłopaka – był autentycznie miły. Za to reszta nie wydawała się już taka zła. – A wy?
- Zayn –wyszeptał mulat, zerkając  z rozpaczą w lusterko, które wyjął z kieszeni. –  I ten idiota właśnie zniszczył moją fryzurę, która robiłem dwie godziny. Zabiję go!
- Nie zabijesz mnie, kochanie, bo nikt się oprócz mnie z tobą nie prześpi – zachichotał blondyn, po czym odwrócił się do mnie. – Cześć Lou, jestem Niall – wykrzyknął, po czym zaczął uciekać przed wrzeszczącym na niego Zayn’em. Liam wzruszył ramionami  stwierdził:
- Wyobraź sobie, że ja ich mam dwadzieścia cztery godziny na dobę i muszę to znosić…
- To ci współczuję...

Po herbatce zapoznawczej z chłopakami wiedziałem, że się zaprzyjaźnimy. Mimo dziwnego wrażenia początkowego Zayn i Niall okazali się być bardzo mili. Irlandczyk w tym roku kończył liceum, mulat był na studiach, a Liam pracował w kawiarni, bo nie miał kasy na płacenie za wynajem, a nie zgadzał się, żeby reszta za niego płaciła. Uznałem to za tę samodzielność, której mi raczej brakowało, tyle że ja miałem pieniądze.
Miałem ich odwiedzić nazajutrz. Uznałem, że jednak wyprowadzka nie jest taka zła.


Chyba trochę za bardzo go przestraszyłam. Ale właśnie zbliżał się Max, mój wielki sprzymierzeniec. Mam nadzieję, że on coś załatwi.

Moją drogę do domu przeciął chmurny chłopak. Na mój widok na chwilę się rozjaśnił.

- Cześć, Louis. Podoba ci się tu?
Zaraz... Skąd on w ogóle wie, kim jestem?
- Ymmm... Taaak, nawet... Jak się nazywasz? - zapytałem, patrząc na niego zdziwiony. Wyglądał, jakby kogoś słuchał, ale obok niego było pusto.
- Jestem Max. Jeśli chcesz, mogę z togą odwiedzić dom obok. Wiem, że masz w planach to zrobić i ja w sumie też jestem ciekawy, co się tam dzieje... Więc? - Nie nadążałem za nim. Znam go dokładnie półtorej minuty, a już zdążył zaproponować mi wycieczkę do tej dziwnej ruiny i uznać mnie za swojego znajomego... A mimo to zgodziłem się na jego propozycję.
-Hmm... Max, to chyba nie jest taki dobry pomysł... - Zacząłem się wahać w najdziwniejszym możliwym miejscu - przed drzwiami strasznego domu.
Chłopak tylko pokręcił głową, mrucząc pod nosem jakieś niemiłe słowa dla mnie. Dobra, tchórzu, weź się w garść i nie nie martw się takimi idiotyzmami, bo... Moje wewnętrzne obrażanie się przerwało pukanie do drzwi i głośny dziewczęcy głos. Zaraz. Dziewczęcy?
W progu stała brunetka, która mogłaby zostać modelką - nie była jakaś specjalnie ładna, ale miała w sobie to coś.
- Och, pewnie ty jesteś moim nowym sąsiadem! Jestem Eleanor, och, cześć Max. - Jej entuzjazm spadł na widok mojego towarzysza. Ciekawe co on takiego jej zrobił.
Pół godziny później, po długiej i bezsensownej rozmowie, podczas której Max wyszedł pod jakimś błahym powodzie zapytałem w końcu o to, co mnie interesowało:
- Czy ktoś jeszcze tu mieszka?
- Nie, ale mogę ci pokazać całe mieszkanie. - Mimo wysiłku nie umiałem jej polubić, ale ponieważ miałem nadzieję na spotkanie z Harry'm, mimo że zaprzeczyła, że on istnieje.
No cóż, wierzyłem ,że mam rację dopóki nie zauważyłem, że w całym domu są tylko damskie rzeczy i kosmetyki.
Ale moja nadzieja i wiara w moje zdrowie psychiczne upadła, gdy Eleanor pokazała mi pokój naprzeciwko mojego okna i zobaczyłem jego podłogę.
Całą w kurzu, pełną malutkich kresek.

Bez śladów stóp. _______________________________
Cześć, tu pisząca psychopatka, lekko zawiedziona, bo mimo 77 wejść było tylko 3 komentarze, ale OMG, 77 to NAPRAWDĘ dużo jak dla mnie. Dziękuję, darlings., naprawdę kocham was wszystkich. Napisze to nawet po francusku czy po jakiemu ja to tu wstawiam (ktoś wie?):Tumblr_mayz00rn5r1qa9i9wo1_500_large
Nie wiem kiedy dodam nn, bo mam karę na komputer, ale wierzę w to, że niedługo.

środa, 26 września 2012

Prolog



Nie żyję.
Tak, naprawdę piszę z zaświatów. Umarłam dawno, popełniając samobójstwo. Powód? Nieszczęśliwa miłość. Wiem, to było godne głupiej nastolatki, ale właśnie nią jestem.
A teraz zamierzam opowiedzieć historię, którą obserwuję od momentu śmierci. Nie wiem czy jest szczęśliwa, czy nie. Dla mnie po prostu jest.
Historia nie będzie o mnie, tylko o ludziach, którzy byliby moimi sąsiadami, gdybym żyła. Większość z nich bała się miłości, którą czuła. Ja pomagałam im zrozumieć, że ich uczucie jest odwzajemnione. Bawiłam się w Anioła Miłości. Tylko raz popełniłam błąd. Błąd, który zniszczył wszystko. Teraz go żałuję, ale nie mogę zmieniać przeszłości.
Niestety.
Ostatnia wiadomość ode mnie: nazywam się Susanne de Trop, kiedyś byłam księżniczką i niechcący zniszczyłam szczęście dziewięciu osobom.
______________________________________




Hej, tu ja, dziwny człowiek z ambicjami bycia pisarką i posiadania jakiś komentarzy. Mogą być nawet krytyczne; lubię tz. budującą krytykę - robię błędy stylistyczne, logiczne i interpunkcyjne. Za to nienawidzę hejtowania. 


Dobra, kocham was wszystkich!!!


Aha, i poza tym jak ktoś czegoś chce, to niech pisze w komentarzach.



cute

Enjoy darlings.

wtorek, 25 września 2012

Hiya, I'm Suzanna and this is my blog


Tytuł: Behind the castle walls I'm waiting for you.
Liczba rozdziałów: 17+ prolog i epilog
Pairing: Larry Stylinson, 
Autorka: Pure Evil.
Bohaterowie: Louis Tomlinson, Harry Styles, Eleanor Calder, Liam Payne, Danielle Peazer, Perrie Edwards, Niall Horan, Zayn Malik, Max Schneider, Suzanne de Trop
Gatunek: Bromance, Dramat, AU fanfic – chłopcy nie są sławni, nie ostnieje zespół One Direction.
A/N:
Cześć. Hmm, jestem nową directionerką i shipperką Larry'ego, więc proszę o wyrozumiałość dla mojej głupoty. Poza tym mam tylko 14 lat. Jest to moje pierwsze opowiadanie, które zdecydowałam się publikować na internecie i jeśli komuś się spodoba, to wklepię w komputer resztę. 
A tak szczerze to proszę:


Enjoy, darlings