czwartek, 8 listopada 2012

Rozdział 5


Susanne? Nie kojarzę żadnej Su… Zaraz, to musiała być córka byłych właścicieli tego domu… Miło mi, dostałem obraz z dedykacją dla kogoś innego od ducha… Aha, a nawiasem mówiąc, są jakieś wolne miejsca w psychiatryku?
Zaraz, przeanalizujmy fakty, jakie znam – weszło tu dwóch ludzi, co najmniej jedno z nich było kobietą, zostawili ślady i walkman’a. A ja skądś kojarzę kogoś z ciężkimi wojskowymi butami… Zaraz, obiecywałem sobie, że przestanę myśleć i będę udawał normalnego!
Ze spokojem na twarzy wymaszerowałem na korytarz, po czym zbiegłem po schodach, czując się bardzo lekki.

Siedziałem z Liam’em nad jeziorem – w ciągu tygodnia mojego mieszkania tutaj bardzo się zaprzyjaźniliśmy. Okazało się, że on i Zayn znają się od dzieciństwa i wynajęli wspólnie mieszkanie, chcąc tu studiować. Właściciel powiedział im, że wprowadzi się jeszcze jeden chłopak – Niall Horan z Irlandii, który zmierz chodzić tu do klasy maturalnej.
- Dlaczego zmienił szkołę w ostatniej klasie?
- Rodzice go wyrzucili z domu, bo przyznał się, ze jest gejem.
Poczułem przypływ współczucia i sympatii do blondyna – doskonale wiedziałem, jakie to uczucie. Ciekawe czy on też ma rodzeństwo, za którym tęskni…
- A jak właściwie Ziall został parą? Zayn też był w mojej lidze i spodobał mu się Niall?
- Nie, Zayn uważał się z stuprocentowego hetero i… Zaraz. Ty też?
Zarumieniłem się, bo niechcący przyznałem się do swojej orientacji.
- Tak, Liam.
- Boże, gdzie ja mieszkam? – Uśmiechnął się. – Trzech gejów i dwóch heteroseksualnych chłopaków… Na szczęście dziewczyny mamy zupełnie zwyczajne…
Następny dowód, że nic nie wie o Harry’m – uwzględniłby go w którejś grupie…
- Hej, Li, czy Max nie chodzi do psychiatry?
- Nie, dlaczego? – Był autentycznie zdziwiony.
- Bo dość często gada z powietrzem, ścianami i meblami…
- A, o to chodzi? Wysłaliśmy go kiedyś do psychologa, a on orzekł, że nic mu nie jest. Traktujemy to jak jego mały osobisty problem.
- Skończylibyście o mnie plotkować? – zapytał chłopak, nagle pojawiając się obok nas.
- P-przepraszamy – wyszeptaliśmy równocześnie, a on zachichotał psychopatycznie.
– Nie wierzycie, że obok mnie ktoś naprawdę stoi? Naprawdę o tym nie pomyśleliście?
- Niby kto? Duch?
- A żebyście wiedzieli – mówi i znika w krzakach nad brzegiem, zostawiając nas z bardzo głupimi minami.

Siedziałem i patrzyłem się w okno. Cały świat wyglądał na bardzo bliskie i odległe zarazem miejsce, przynajmniej z mojego punktu widzenia. Rozejrzałem się po pokoju i ze smutkiem zobaczyłem wiele przekreślonych przez siebie linii, oznaczających ilość dni, które spędziłem w zamknięciu, w moim więzieniu. Dokładnie osiemset trzydzieści cztery. Zacisnąłem mocno usta, przygryzając wargę dopóki nie poczułem krwi. Ponad dwa lata zamknięcia, niespełnionych marzeń, łez, samotności i nienawiści do tego, kto mi to zrobił. Mimo tego, że jestem umierający mógłbym przecież żyć tak naprawdę, w świecie zewnętrznym.  Zamiast tego zamknięto mnie z moją wyobraźnią. Czasami marzyłem, że ktoś mnie uratuje, wymyślałem przyjaciół i straszyłem sam siebie… Po pewnym czasie z przerażeniem uświadomiłem sobie, że przestaję odróżniać iluzję od prawdy. Mniej więcej w tym czasie przez okno sąsiedniego pustego domu zaczął mnie odwiedzać Max i opowiadać o wielu rzeczach… O prawdziwym świecie… Najprawdopodobniej uratował mnie przed zwariowaniem. Sam uważał, że spotyka się duchem jakiejś dziewczyny, więc nie był do końca normalny, ale mi to nie przeszkadzało.  Byłem szczęśliwy, że wreszcie mam z kim pogadać.
Pewnego pięknego wieczoru, gdy czytałem książkę Stephan’a King’a „Podpalaczka” i żałowałem, że to nie mnie obdarowano pirokinezą, zobaczyłam Louis’a. Wiem, ze zabrzmi to banalnie i melodramatycznie, ale poczułem się jak w filmie, kiedy wszystko się zatrzymuje i główni bohaterowie patrzą sobie w oczy z zachwytem. Jak na złość w momencie, kiedy kiedy chciałem go zapytać, kim jest, on mi pomachał, a ja jak ostatni idiota odpowiedziałem mu, puszczając się parapetu. Upadłem natychmiast na ziemię i zupełnie nie miałem siły się podnieść. Mimo chorowania od wielu lat nie mogłem się przyzwyczaić, że moje nogi w sumie nie są mi potrzebne, bo nie mają dla mnie żadnego zastosowania. W sumie miałem znacznie lepiej niż reszta chorych, bo miałem niesprawne tylko nogi, a nie większość ciała… Kogo ja oszukuję – wolałbym mieć zupełnie zniszczone ciało i żyć w miarę normalnie niż z „troską” Eleanor. Na początku, kiedy moi rodzice zginęli w wypadku, zostawiając całą fortunę Styles’ów mi, lubiłem ją, uważałem, że jest bardzo miła, że mi pomaga z całą tą sytuacją. Po dość krótkim czasie okazało się, że najbardziej chodziło jej o miliony na kontach niż o mnie. Ponieważ jest ode mnie starsza i pełnoletnia, została moją opiekunka prawną, a ja ją szybko znienawidziłem, postanawiając nie umierać przed osiemnastką i przepisać testament na pierwsza lepszą osobę, byle nie na nią. Nie do końca chodziło o jej udawane uczucia, kłamstwa i izolowanie mnie – najbardziej mi przeszkadzało to, że jeśli coś jej się nie podobało, mogła zawołać swojego chłopaka, a ja nic nie mogłem poradzić na to, że on mnie przerzuca przez ramię, niesie na górę i rzuca na łóżko, zostawiając samego. Czułem się wtedy jak przedmiot i płakałem, patrząc na odrapane ściany. Po pewnym czasie miałem wystarczająco silne nadgarstki, żeby się na nich podnieść i często korzystałem z tej możliwości, by chociaż usiąść. Moje życie miało tylko trzy cele – osiemnastkę, zmianę testamentu i śmierć. Wszystko zmienił chłopak z naprzeciwka. Czekałem na jego pojawienie każdego wieczora, gdy się nie pojawiał czułem się jeszcze bardziej samotny, a gdy to robił, cieszyłem się tym do następnego „spotkania”. Zaprosiłem go do siebie pod wpływem Max’a, który bardzo na to nalegał. Wyświadczył mi tym przysługę, mimo, że z Louis’em spędziłem tylko paręnaście minut – zrozumiałem, że jest kimś, kto zajmuje i będzie zajmował dużo miejsca w moim sercu. Nie wiem, jak mogłem się zakochać w chłopaku i na dodatek w nieznajomym…
Nie, w sumie wiem.
Jego oczy – pełne czułości i rozjaśniające się na mój widok to dobry powód.

Jego oczy? To kochasz w Louis’ie, Harry? Naprawdę? A ja mam wrażenie, że nie oczy, ale jego całego pokochałeś całym swoim złamanym sercem… To lekko niesprawiedliwe, że Max twierdzi, że to się nie uda… Wiem, że Harry ma około roku życia, a Louis czuje się zdradzony przez własną rodzinę, ale… Przecież mogą być szczęśliwi przez parę miesięcy! Lanielle i Ziall są moim dziełem, to ja im pomogłam poznać się i wyznać sobie miłość, a jeśli i Larry jest w sobie zakochany, to pomogę im trochę.

Wieczorem przez moje okno wleciała kartka zapisana pismem, które skądś kojarzyłem List Harry’ego!. Nie, to jest trochę inne, bardziej zawiłe i kobiece… Podpis pod obrazem? Tak, to to!
W tle tekstu był szkic tej samej autorki (myślę, że to kobieta), przedstawiający Harry’ego wtulonego we mnie i podpis:Popatrz, Louis, jak czuje się Harry w samotności, bez ciebie(piosenka nr 2 na moim walkman’ie)!”.

Pinch me
Is this real
This feeling of release
In the corners of my dreams

I’m floating in my heaven
Tasting life
Numb again
Close my eyes

It begins…
I cannot stumble here
I am safe inside my head
When I wake up Ill forget
I’ll come back to my mess

I will not leave
Stay asleep
Slip further in
My ecstasy
Safe inside my mind I hide…

Jeśli ta osoba chciała mnie przestraszyć, to świetnie jej idzie… Jestem przerażony, ale zafascynowany równocześnie. Ona najwyraźniej wie, o czym myślę, o czym myśli Harry… Och. Obiecałem, że go ponownie odwiedzę i zapomniałem… Susanne, dobrze wykonałaś swoje zadanie, jestem pewien poczucia winy i skruchy, więc zaraz do niego pójdę. Zadowolona?
Co ja robię, gadam z kimś w myślach…
Przeskoczyłem przez okno w dość mocno uderzyłem o podłogę. Usłyszałem cichutki śmiech.
Odwróciłem się i zobaczyłem Harry’ego, uśmiechającego się delikatnie z dołkami w policzkach.
- Czekałem na ciebie! – powiedział radośnie.
- Skąd wiedziałeś, że przyjdę?
- Susanne mi powiedziała!
Zmarszczyłem brwi.
- Jaka Susanne?
- No duch córki właścicielki twojego domu – wyszeptał zdziwiony, że nie wiem. Poczułem znajome już uczucie – totalne przerażenie.

Duchy przecież nie istnieją, prawda?
_____________________________
Cześć, tu ja. No, może już nie do końca ja, ale już w lepszym stanie niż parę dni temu. Przepraszam za długie nie dodawanie rozdziału, ale miałam dużo problemów i nie było internetu, więc wcześniej nie wstawiałam.
Rozdział dedykowany mojemu przyjacielowi Max'owi za to, że mi wybija z głowy głupie pomysły i mojej (chyba) jedynej czytelniczce. Dzięki, darling. Jeśli ktoś oprócz niej to czyta, niech się wychyli i napisze chociaż jedno słowo...

1 komentarz:

  1. wiesz ze uwielbiam Twoje opowiadanie prawda? Bo serio je kocham! Jest genialne i czekam na nn! Miłego pisania! :D

    OdpowiedzUsuń