Patrzyłem
długo i uważnie na Harry’ego, a on starał się nie mrugać. W jego zielonych tęczówkach było mnóstwo
skrajnych emocji, od euforycznej radości po czysty strach. W końcu przygryzł
wargę, a jego piękne oczy zrobiły zamglone i po jego policzkach spłynęły łzy.
Niepewnie podszedłem do niego, usiadłem na łóżku i przyglądałem się jak jego
ciałem wstrząsają niekontrolowane szlochy. Chwilę potem wykonał dziwny ruch i
przytulił się do moich nóg. Poprawiłem się i wziąłem go w objęcia, przyciągając
do siebie mocno. Wtulił głowę w moją klatkę piersiową i powoli się uspokajał, a
ja głaskałem go po lokach.
-
J-już d-dobrze Lou.
-
Co się dzieje Harry? Mam wrażenie, że coś jest nie tak…
-
Wszystko jest nie tak! Jestem umierający, samotny, a ta wiedźma mnie tu zamyka!
Dobra, chyba przesadziłem – przytulam się do prawie obcego
faceta, on odwzajemnia uścisk, za ja zaczynam mu się zwierzać z problemów…
Jestem totalnie nienormalny. Mimo dziwnego uczucia w okolicy serca puściłem go
i spróbowałem się uśmiechnąć, a on udawał, że nie widzi, że jest to wymuszone.
- Myślę, że nie jest tak źle. Masz przecież mnie! Znaczy, nie to
chciałem powiedzieć! Co ja robię…
- Jesteś zabawny – powiedziałem, ale równocześnie czuję falę
ciepłych uczuć do niego. Jest moją pierwszą wielką miłością i najwyraźniej
ostatnią. Nie musi o tym wiedzieć, odnotuję to w testamencie, który będzie
przepisany na niego. Jeszcze tylko dwa miesiące do pełnoletności. Przeżyje je,
a potem umrę. Tak przynajmniej sądzę.
I tak powinno się stać o ile Bóg jest sprawiedliwy.
Czy
to, że siedziałem ze śpiącym Harry’m w ramionach do rana było dziwne? Pewnie
tak, ale on wygląda tak słodko, jak śpi… Z tymi przymkniętymi oczyma,
policzkami ocienionymi długimi rzęsami i błogim uśmiechem na ustach był moim
aniołem i… Dobra, zakochałem się na amen w kimś, kto jest praktycznie na wpół
martwy. A kiedy umrze, chyba nie będę miał siły żyć.
Nad
ranem się obudził i szybko powiedział:
-
Musisz już iść, bo jak Eleanor cię zobaczy…
-
Dobrze, Harry… Przyjdę wieczorem, dobrze?
-
Tak, Lou.
Przeskoczyłem
przez okno, lądując na twarzy. No bardzo przepraszam, ale to bolało!
Ślepo
dotknąłem swojej twarzy sprawdzając, czy nic sobie nie zrobiłem i nie poczułem
oszołamiającego bólu, co oznaczało, że nic sobie nie złamałem, ale na palcach
poczułem coś mokrego, a gdy je obejrzałem, zobaczyłem, że całe są czerwone.
Stała przed wesoła perspektywa tamowania krwawienia z nosa. Uroczo. Chwyciłem
ręcznik i wsadziłem go pod wodę, ale chwilę potem ktoś zapukał do moich drzwi.
Zrezygnowany przyłożyłem półmokry materiał do twarzy i krzyknąłem:
-
Już idę!
Przed
drzwiami stał zaryczany Niall.
-
W-w-wpuścisz mnie… L-lou?
Wyglądała
tak, że nie mogłem odmówić. Po przekroczeniu progu mocno się do mnie przytulił
i wychlipał:
-
Zayn c-całował się na imprezie zzz Perrie, a dzisiaj powi-iedział, że… to
koniec i że wra-aca do niej, bo ona to robi lepiej i… wcale m-m-mnie nie
kochał….
-
Och, Niall, nie wiem, co ci powiedzieć… Jak długo jesteście razem?
-
Prawie rok. A miesiąc mieliśmy mieć rocznicę…
-
Chciałbyś u mnie zostać na noc albo coś?
-
Lou… Ja w sumie chciałem się zapytać, czy mogę z tobą zamieszkać…
-
Max na pewno cię przyjmie, mój dom jest dość mały, a on ma willę na co najmniej
pięć osób.
Niall
szeroko się uśmiechnął.
-
Tak myślisz, LouLou?!
-
Jasne, chodźmy do niego.
Chłopak
przeszedł natychmiastowa przemianę – wytarł zaczerwienione oczy, wyprostował
się i spróbował się uśmiechnąć, co wyszło dość żałośnie. Gdy szliśmy na drugi
koniec ulicy, zapytałem go:
-
Właściwie to dlaczego nie chcesz się przeprowadzić się z powrotem do Irlandii?
Byłoby prościej niż być sąsiadem Perrie i Zayn’a, prawda?
-
Chcę skończyć tu liceum, a potem wrócę do bycia mieszkańcem Mullingar.
-
Nie będę krytykował twoich decyzji.
Zapukaliśmy
do drzwi Schnaider’a. Otworzył nam w stanie sugerującym, ze przed chwilą zaliczył
sesję całowania. Nie mogliśmy się nie roześmiać, gdy szybko zapinał koszulę,
przygładził włosy i usiłował się nie rumienić.
-
Przepraszamy za wejście w nieodpowiednim momencie, ale Niall chciał się
zapytać, czy może u ciebie zamieszkać –m powiedziałem prosto z mostu, a
chłopaki zrobili zdziwione miny.
-
Niall chce ze mną CO?!
-
Zamieszkać – powiedział blondyn niepewnie, a Max się wyszczerzył.
-
Jasne, że możesz. Co się stało z Zayn'em, że przeprowadzasz się do mnie?
-
Rozstaliśmy się – stwierdził krótko Niall, wchodząc do mieszkania, a jego
właściciel popatrzył na niego rozbawiony.
-
A ty Lou? Jak tam Harry?
-
Dobrze, wczoraj go odwiedziłem! A właśnie, znasz jakąś Susanne?
-
Moja dziewczyna, a co?
-
Maltretuje mnie rysunkami, powiesz jej to?
-
Sam jej to powiedz – warknął chłopak i zatrzasnął mi drzwi przed nosem, a ja
szybko odskoczyłem, rejestrując jedynie jego buty. Były to glany, które
kojarzyły mi się z tylko jednym – śladami na moim strychu.
Gdy
wszedłem do domu ktoś zapukał. Otworzyłam i poczułem przypływ wściekłości, widząc,
kto w nich stoi. Uniosłem rękę i wymierzyłem osobie siarczysty policzek.
-
Au, Louis, rozumiem, że Niall już cię odwiedził? - mruknął Zayn, rozmasowując
miejsce, które powoli zaczęło przybierać kolor różowawy. – Ale czy musiałeś aż
tak mocno?
-
Tak, jesteś strasznym dupkiem, wiesz? Jak kochasz Pers, to mogłeś z nią zostać,
a nie unieszczęśliwiać i ją, i Niall’a.
-
Ja to powiedziałem pod wpływem emocji i… chciałbym go przeprosić albo chociaż
błagać o wybaczenie. Myślisz, że to
możliwe?
-
Wszystko jest możliwe, kochanie, jeśli obiecasz, że już nigdy tego nie powiesz
i nie pocałujesz nikogo innego – usłyszeliśmy cichy głos w wyraźnym irlandzkim
akcentem, po czym Zayn rzucił się w objęcia Horan’a i zaczęli się całować. Obok
nich stał Max i z dużą czułością patrzył na powietrze. Patrząc na Ziall’a
poczułem ukłucie zazdrości.
Czy
ja i Harry kiedykolwiek będziemy razem, tak jak oni?
_______________
Wracam zupełnie szczęśliwa, rozdział dla mojej czytelniczki i dla Max'a z uznaniem dla jego talentu pisarskiego. Od razu oznajmiam wszystkim z mojej klasy, ze Max Schnaider i Max mają ze sobą wspólny typ obuwia oraz imię i na tym koniec.
LUV YA DARLINGS!
zajebisty, jak zwykle. Czekam na nn :)
OdpowiedzUsuń