środa, 14 listopada 2012

Rozdział 6


Patrzyłem długo i uważnie na Harry’ego, a on starał się nie mrugać.  W jego zielonych tęczówkach było mnóstwo skrajnych emocji, od euforycznej radości po czysty strach. W końcu przygryzł wargę, a jego piękne oczy zrobiły zamglone i po jego policzkach spłynęły łzy. Niepewnie podszedłem do niego, usiadłem na łóżku i przyglądałem się jak jego ciałem wstrząsają niekontrolowane szlochy. Chwilę potem wykonał dziwny ruch i przytulił się do moich nóg. Poprawiłem się i wziąłem go w objęcia, przyciągając do siebie mocno. Wtulił głowę w moją klatkę piersiową i powoli się uspokajał, a ja głaskałem go po lokach.
- J-już d-dobrze Lou.
- Co się dzieje Harry? Mam wrażenie, że coś jest nie tak…
- Wszystko jest nie tak! Jestem umierający, samotny, a ta wiedźma mnie tu zamyka!

Dobra, chyba przesadziłem – przytulam się do prawie obcego faceta, on odwzajemnia uścisk, za ja zaczynam mu się zwierzać z problemów… Jestem totalnie nienormalny. Mimo dziwnego uczucia w okolicy serca puściłem go i spróbowałem się uśmiechnąć, a on udawał, że nie widzi, że jest to wymuszone.
- Myślę, że nie jest tak źle. Masz przecież mnie! Znaczy, nie to chciałem powiedzieć! Co ja robię…
- Jesteś zabawny – powiedziałem, ale równocześnie czuję falę ciepłych uczuć do niego. Jest moją pierwszą wielką miłością i najwyraźniej ostatnią. Nie musi o tym wiedzieć, odnotuję to w testamencie, który będzie przepisany na niego. Jeszcze tylko dwa miesiące do pełnoletności. Przeżyje je, a potem umrę. Tak przynajmniej sądzę.
I tak powinno się stać o ile Bóg jest sprawiedliwy.

Czy to, że siedziałem ze śpiącym Harry’m w ramionach do rana było dziwne? Pewnie tak, ale on wygląda tak słodko, jak śpi… Z tymi przymkniętymi oczyma, policzkami ocienionymi długimi rzęsami i błogim uśmiechem na ustach był moim aniołem i… Dobra, zakochałem się na amen w kimś, kto jest praktycznie na wpół martwy. A kiedy umrze, chyba nie będę miał siły żyć.

O nie, nie, co ja narobiłam… Max, miałeś rację, jestem totalną idiotką, przepraszam… Nie, w sumie to nie ciebie powinnam przepraszać, ale tych dwóch przytulonych do siebie chłopaków, którzy zakochali się w sobie wielką i nieszczęśliwą miłością.
Przechodzę powoli do pokoju Max’a i zaczynam ryczeć na cały głos. Po chwili w drzwiach pojawia się zaspany chłopak.
- Sue, jest druga. NAD RANEM. Czego chcesz?
- Jestem taka głupia… Miałeś rację, tylko złamałam serce Louis’owi
- Uspokój się trochę... No, już jest dobrze, oni sami się w sobie zakochali tego pierwszego dnia, ty im pomogłaś się odnaleźć.
- Tak myślisz? – Robię dobrą minę, udając, że wszystko jest w porządku.
Max siada obok mnie i mnie przytula, a ja mam uczucie déjà vu – to samo obserwowałam parę minut temu u Larry’ego.

Nad ranem się obudził i szybko powiedział:
- Musisz już iść, bo jak Eleanor cię zobaczy…
- Dobrze, Harry… Przyjdę wieczorem, dobrze?
- Tak, Lou.
Przeskoczyłem przez okno, lądując na twarzy. No bardzo przepraszam, ale to bolało!
Ślepo dotknąłem swojej twarzy sprawdzając, czy nic sobie nie zrobiłem i nie poczułem oszołamiającego bólu, co oznaczało, że nic sobie nie złamałem, ale na palcach poczułem coś mokrego, a gdy je obejrzałem, zobaczyłem, że całe są czerwone. Stała przed wesoła perspektywa tamowania krwawienia z nosa. Uroczo. Chwyciłem ręcznik i wsadziłem go pod wodę, ale chwilę potem ktoś zapukał do moich drzwi. Zrezygnowany przyłożyłem półmokry materiał do twarzy i krzyknąłem:
- Już idę!
Przed drzwiami stał zaryczany Niall.
- W-w-wpuścisz mnie… L-lou?
Wyglądała tak, że nie mogłem odmówić. Po przekroczeniu progu mocno się do mnie przytulił i wychlipał:
- Zayn c-całował się na imprezie zzz Perrie, a dzisiaj powi-iedział, że… to koniec i że wra-aca do niej, bo ona to robi lepiej i… wcale m-m-mnie nie kochał….
- Och, Niall, nie wiem, co ci powiedzieć… Jak długo jesteście razem?
- Prawie rok. A miesiąc mieliśmy mieć rocznicę…
- Chciałbyś u mnie zostać na noc albo coś?
- Lou… Ja w sumie chciałem się zapytać, czy mogę z tobą zamieszkać…
- Max na pewno cię przyjmie, mój dom jest dość mały, a on ma willę na co najmniej pięć osób.
Niall szeroko się uśmiechnął.
- Tak myślisz, LouLou?!
- Jasne, chodźmy do niego.
Chłopak przeszedł natychmiastowa przemianę – wytarł zaczerwienione oczy, wyprostował się i spróbował się uśmiechnąć, co wyszło dość żałośnie. Gdy szliśmy na drugi koniec ulicy, zapytałem go:
- Właściwie to dlaczego nie chcesz się przeprowadzić się z powrotem do Irlandii? Byłoby prościej niż być sąsiadem Perrie i Zayn’a, prawda?
- Chcę skończyć tu liceum, a potem wrócę do bycia mieszkańcem Mullingar.
- Nie będę krytykował twoich decyzji.
Zapukaliśmy do drzwi Schnaider’a. Otworzył nam w stanie sugerującym, ze przed chwilą zaliczył sesję całowania. Nie mogliśmy się nie roześmiać, gdy szybko zapinał koszulę, przygładził włosy i usiłował się nie rumienić.
- Przepraszamy za wejście w nieodpowiednim momencie, ale Niall chciał się zapytać, czy może u ciebie zamieszkać –m powiedziałem prosto z mostu, a chłopaki zrobili zdziwione miny.
- Niall chce ze mną CO?!
- Zamieszkać – powiedział blondyn niepewnie, a Max się wyszczerzył.
- Jasne, że możesz. Co się stało z Zayn'em, że przeprowadzasz się do mnie?
- Rozstaliśmy się – stwierdził krótko Niall, wchodząc do mieszkania, a jego właściciel popatrzył na niego rozbawiony.
- A ty Lou? Jak tam Harry?
- Dobrze, wczoraj go odwiedziłem! A właśnie, znasz jakąś Susanne?
- Moja dziewczyna, a co?
- Maltretuje mnie rysunkami, powiesz jej to?
- Sam jej to powiedz – warknął chłopak i zatrzasnął mi drzwi przed nosem, a ja szybko odskoczyłem, rejestrując jedynie jego buty. Były to glany, które kojarzyły mi się z tylko jednym – śladami na moim strychu.

Co ja zrobiłam?! W jednej chwili przytulałam się do Max’a, leżąc w jego ramionach, a w następnej całował się z nim namiętnie, przyciśnięta jego ciałem do podłogi. Nawet z Nathan’em nie czułam aż takich motyli w brzuchu jak w tamtym momencie. Tak, moja poprzednia wielka miłość miała na imię Nathan, była ode mnie starsza i porzuciła mnie dla dziedziczki jakiejś fortuny. Przez niego skoczyłam z huśtawki do jeziora, popełniając samobójstwo. Była to bardzo głupia decyzja, ale skończyła się czymś bardzo dobrym, bo znalezieniem prawdziwej miłości… Chyba. Zapytam go lepiej, żeby nie mieć żadnych złudzeń. Słyszę kroki i zbieram się w sobie.
- Max.. – zaczynam, ale do pokoju wchodzi ktoś inny Niall. Patrzy na mnie przerażony, ale i zafascynowany, po czym wrzeszczy:
- Max, czy twoja mityczna dziewczyna jest półprzeźroczysta i ubiera się jak moja prababcia?
- O KURWA! – słyszę wrzask Max’a, a po chwili chłopak wpada do pokoju. – Ty ją widzisz?
- No tak…
- Witamy w gronie mediów, Niall’u.

Gdy wszedłem do domu ktoś zapukał. Otworzyłam i poczułem przypływ wściekłości, widząc, kto w nich stoi. Uniosłem rękę i wymierzyłem osobie siarczysty policzek.
- Au, Louis, rozumiem, że Niall już cię odwiedził? - mruknął Zayn, rozmasowując miejsce, które powoli zaczęło przybierać kolor różowawy. – Ale czy musiałeś aż tak mocno?
- Tak, jesteś strasznym dupkiem, wiesz? Jak kochasz Pers, to mogłeś z nią zostać, a nie unieszczęśliwiać i ją, i Niall’a.
- Ja to powiedziałem pod wpływem emocji i… chciałbym go przeprosić albo chociaż błagać o wybaczenie.  Myślisz, że to możliwe?
- Wszystko jest możliwe, kochanie, jeśli obiecasz, że już nigdy tego nie powiesz i nie pocałujesz nikogo innego – usłyszeliśmy cichy głos w wyraźnym irlandzkim akcentem, po czym Zayn rzucił się w objęcia Horan’a i zaczęli się całować. Obok nich stał Max i z dużą czułością patrzył na powietrze. Patrząc na Ziall’a poczułem ukłucie zazdrości.


Czy ja i Harry kiedykolwiek będziemy razem, tak jak oni?

_______________
Wracam zupełnie szczęśliwa, rozdział dla mojej czytelniczki i dla Max'a z uznaniem dla jego talentu pisarskiego. Od razu oznajmiam wszystkim z mojej klasy, ze Max Schnaider i Max mają ze sobą wspólny typ obuwia oraz imię i na tym koniec.
LUV YA DARLINGS!

1 komentarz: