Już się zaczynałem bać o swoje zdrowie psychiczne... Nie, w sumie nadal się o nie martwię, ale już mniej.
Ale... Czy to jest prawda?
Wieczorem wyjrzałem przez okno.
Widok sprawił, że miałem minę godną idioty. Tak, owszem, było cudne,
bezchmurne, rozgwieżdżone niebo, dziki ogród i w ogóle pocztówkowy obraz, ale
nie o to chodziło.
Na ławeczce przed sąsiednim domem siedział znany nieznany mi chłopak z okna , a ja z
przerażeniem uświadomiłem sobie, że uważam, że ma na imię Harry. Po prostu
skądś to wiedziałem. Niedługo nad tym myślałem, bo zawiał wiatr, a ja zacząłem
uważnie przyglądać się jego rozwianym lokom i szalikowi. Wyraźnie było mu zimno, drżał przy każdym podmuchu,
ale zamiast jak normalny człowiek wrócić do pokoju po coś cieplejszego niż
T-shirt, rurki i szalik, on nawet się nie ruszył, tylko patrzył błagalnie na zamknięte
drzwi, jakby oczekiwał, że Eleanor go wybawi. Sytuacja była dość dziwna – nic nie
rozumiałem. Siedzi, zamarza, dlaczego nie wejdzie?
Chłopak powoli podniósł głowę i napotkał mój wzrok. Od razu szeroko
się uśmiechnął, wypuszczając ustami mały dymek. Aż tak chłodno czy pali?
Właściwie nic mnie to nie obchodziło, liczyły się tylko jego olbrzymie zielone tęczówki
wpatrzone we mnie z zafascynowaniem, przerażeniem i niemym błaganiem, którego
nie rozumiałem. Moje palce zacisnęły się na klamce okna, ale kiedy prawie ją
nacisnąłem, usłyszałem krzyk wściekłej dziewczyny. Przerażony Harry (dobra, nie
wiem jak się nazywa, ale to może zostać dopóki się nie dowiem) błyskawicznie odwrócił
spojrzenie, zrywając nasz kontakt. Eleanor z miną wściekłego byka podeszła do
chłopaka i strasznie zaczęła się na niego wydzierać. Słyszałem pojedyncze wyrazy,
nie układające się w nic logicznego: „Nie
powinieneś… Wiesz przecież, że… Dlaczego… Twoja matka i ojciec… Nieważne…
Rozumiesz, że… SZPITALA!!!”. Zaraz. Jaki znowu szpital? O co tu chodzi?
W sumie miałem zamiar otworzyć okno i nie zważając na ciszę nocną,
której tak właściwie nikt nie przestrzegał (z drugiego końca ulicy dochodziły
dźwięki ostrej imprezy, a moi sąsiedzi zażarcie się o coś kłócili),
wywrzeszczeć te pytania, gdy zobaczyłem coś szokującego. Dziewczyna uderzyła
chłopaka w twarz, a chwilę potem z cienia wyszedł umięśniony facet, którego wcześniej
nie zauważyłem i przewiesił sobie Harry’ego przez ramię. Tak po prostu, jak
worek. Zanim zdążyłem zareagować, zniknęli
we wnętrzu domu.
Jedyne, co zdążyłem zauważyć to rozpacz i rezygnację w tych pięknych
zielonych oczach.
Wcale nie spędziłem całej nocy na myśleniu o Harry’m, Eleanor i tamtym
trzecim, przysięgam! No, może tylko chwilę… Dobra, kogo ja okłamuję – obudziłem
się niewyspany, bo całą noc spędziłem martwiąc się cudzymi problemami. Ale przepraszam,
po prostu nie umiem zrozumieć jednego – dlaczego Eleanor kłamie? Przecież teraz
jestem już pewien, że on istnieje, wcześniej też byłem o tym przekonany więc z
czego ona robi taką tajemnicę?
Po południu, wracając ze sklepu, natknąłem się na imprezę w moim
ogrodzie.
Tak. W moim. Z niewiadomego powodu na moim podwórku stali Liam, Zayn,
Niall, Max, Eleanor, ten wczorajszy mięśniak i jakieś dwie nieznajome dziewczyny.
Jedna, brunetka z kręconymi włosami, przytulała się do Liam’a, więc uznałem, że
jest jego dziewczyną. Druga, blondynka z
mocnym makijażem, była wyraźnie smutna i za czymś tęskniła. Witam w klubie,
moja droga.
- Cześć Lou przedstawiam ci dalszą część sąsiadów, to jest Dan, chodzi
z Liam’em, a to Perrie, wredna i samotna, ale chyba podoba jej się Zayn… - powiedział Niall z uśmiechem
niepozostawiającym złudzeń co do jego trzeźwości. Rozejrzałem się po obecnych.
Wszyscy, nie licząc Eleanor, byli w podobnym stanie. Payne i Malik gdzieś
zniknęli.
- Zabiję cię – wrzasnęła dziewczyna i zaczęli się ganiać wokół domu.
Dwadzieścia minut później Danielle uwiesiła się na mnie i wyjęczała:
- Gdzieee je-est Liii?
Po chwili zauważyłem go w jego sypialni i zrezygnowany podałem Max’owi
dziewczynę. Razem zanieśliśmy ją do moich sąsiadów. Schneider położył ją przed
jej chłopakiem i zaczął mówić z szatańskim uśmiechem:
- Nie wiem dlaczego, ale to właśnie ona jest najbardziej pijana, a ty
najbardziej trzeźwy, więc się nią zajmij. Aha, Perrie siedzi w łazience i chyba
powinieneś jej pomoc, i nie wchodź lepiej do pokoju Niall’a jeśli nie chcesz zobaczyć
czegoś, czego wolałbyś nie widzieć – skrzywił się z niesmakiem. Skąd on to
wszystko wie?
- Chodź Louis – wyszeptał i pociągnął mnie za sobą, zostawiając
biednego Liam’a w totalnym szoku. – wiesz, że Eleanor jest pijana i pojechała
gdzieś ze swoim chłopakiem? - Pokiwałem głową, nie wiedząc do czego dąży. – A dom
został niezamknięty i pusty… Albo i nie…
- No i co… - Nagle zrozumiałem. – Max, to będzie włamanie!
- Wcale że nie, Harry cię zaprosił. – Chłopak podał mi jakąś kartkę i
szybko się ulotnił, zaczynając kłótnię z powietrzem. Powoli otwarłem list i
zacząłem czytać.
Cześć… Louis?
Max twierdzi, że się tak
nazywasz, a on raczej nie kłamie, więc mu wierzę. Zapewne zastanawiasz się, kto
jest na tyle walnięty, żeby to pisać, ale już ci odpowiadam – to twój sąsiad,
Harry.
Widziałeś mnie już parę razy,
ale nie mieliśmy czasu, żeby się do siebie odezwać. Mam wielką ochot cię poznać,
wydajesz się taki… interesujący… inny… fascynujący… rzeczywisty… W sumie nie
byłem pewien, czy nie jesteś kolejnym wytworem mojej wyobraźni, ale skoro
Schneider cię widzi, to ja chyba jestem normalny i… Ty istniejesz. Naprawdę ktoś
mieszka okno obok, naprawdę się do mnie uśmiecha, naprawdę ma takie piękne
głębokie niebieskie oczy…
Eleanor usiłuje mi wmówić, że
dla mojego dobra powinieneś uważać,
że nie istnieję, ale nie wiem dlaczego –
przecież nic mi nie zrobisz, co ona podaje jako argument. Nie wierzę, że
chłopak zachowujący się przy mnie tak jak Ty jest w stanie być tak wredny,
niemiły i arogancki jak opowiadała.
Czy mógłbyś mnie kiedyś
odwiedzić w niedzielę albo wieczorem? W innych porach nie ma mnie w domu, więc
Eleanor może łatwo ukrywać moje istnienie, a wtedy ją zaskoczysz.
Będę na Ciebie dzisiaj czekał.
Nieważne, czy przyjdziesz po południu, czy w środku nocy. Ważne, że w ogóle przyjdziesz. Proszę Cię
o to
Samotny i czekający,
choćby całe życie
Harry
Jest dokładnie północ, a w oknie naprzeciwko mojego pali się światło.
Pełen jakiejś nieznanej mi wcześniej siły ciskam kartkę w ręce i naciskam
klamkę domu moich sąsiadów, po czym bezszelestnie się tam wślizguję.
____________________________
Psychopatka, która wreszcie dopadła komputer jest zachwycona. Całe 213 wejść.
I love you, darlings. That's for you.
Dzisiaj coraz więcej osób zadziwia mnie swoim talentem, w tym Ty. Jesteś rewelacyjna i nie mówię tego od tak, tylko ze szczerością.
OdpowiedzUsuńGenialny rozdział i bardzo przejmujący. Szkoda mi Harrego. Nie powinien być tak traktowany, ale twoja wizja, więc tylko tak napomniałam. ; )
Louis jest taki... opiekuńczy względem Stylesa, choć jeszcze nic nie zrobił, ale wydaje mi się, że tak będzie.
Podoba mi się bardzo wątek z duchami, taka mała nutka ciekawości targa mną, bo o co chodzi z Zaynem i Niallem? Zapewne dowiem się niedługo, więc nie będę cię przyciskać.
Czekam na następny. Love You. x
{stylinson--another--world.blogspot.com}
Kocham czytać Twoje rozdziały po nocach. Nie dość, że są świetne to jeszcze mrok nadaje klimatu :) czy muszę dodawać, że z niecierpliwością czekam na następny rozdział i pierwsze prawdziwe spotkanie Lou i Harry'ego? :D
OdpowiedzUsuńTrzymaj się! I weny życzę! :)