Uśmiechnąłem się patrząc na
Louis’a, Niall'a, Zayn’a i Max’a. Byli tacy radośni, no, może oprócz Lou. Ze smutną mina patrzył się w moje okno i jego
twarz rozpogodziła się, gdy mnie zobaczył. Pomachałem mu, starając się nie
wywalić i wyjątkowo mi się udało. Już miałem otworzyć, gdy usłyszałem kroki na
schodach. Puściłem się parapetu i spadłem na ziemię, boleśnie uderzając się w
nogi. Wrzasnąłem, bo mimo tego, że nie mogłem ich używać, uderzenie w nie
bolało jak w każdą inną część ciała. Drzwi się otworzyły się i stanęła w nich
El. Uśmiechnęła się i z fałszywą troską zapytała:
- Co tam u ciebie Harry? Jak się
czujesz? Dlaczego nie leżysz w łóżku?
- U mnie dokładnie tak samo jak
piętnaście minut temu, kiedy byłaś tu ostatnio, czuje się okropnie, tak samo
jak zwykle i nie przeleżę przecież całego dnia w łóżku!
- Jesteś pewien? Powinieneś to
zrobić, dłużej pożyjesz…
- Jestem pewien, że marnowanie
ostatnich dni życia na siedzenie wśród poduszek nie przedłuży go.
- Ale ja jestem pewna i dopóki
tego nie zrobisz, nie dostaniesz ani jednej tabletki przeciwbólowej, bo to
przecież nie jest konieczne!
Mówiąc te słowa szybko
wymaszerowała z mojego pokoju, a ja poczułem, że żołądek podchodzi mi do
gardła. Przecież wygra, bo po paru dniach będą się zwijał z bólu. Poczułem silna rezygnację, a widok chłopaków
na dworze stał się czymś więcej niż radosnym obrazem – został symbolem wolności,
której ja nigdy nie będę miał.
Poszliśmy świętować wielkie i spektakularne
zejście Ziall’a (te rzeczowniki nie są użyte bez powodu – nasze radosne wrzaski
było słychać nawet po drugiej stronie ulicy) w jakiejś restauracji, która ku mojemu
zdziwieniu nie była Nando’s. Była nas siódemka i na dodatek Max uparł się, że
potrzebujemy jeszcze jednego krzesła dla Susanne, a Niall go gorąco poparł, co
było dużym zaskoczenie, bo to on najbardziej nabijał się z przekonania Max’a,
że ona gdzieś jest. Zszokowani dostawiliśmy ósme krzesło nie zadając
dodatkowych pytań i przeszliśmy do zamawiania jedzenia. Pomijając wszystkie
dziwne krzyki zrobiliśmy to dość spokojnie i tylko ludzie z rodzinami i na
spotkaniach biznesowych dziwnie się na nas patrzyli.
Ponieważ był to dzień dziwnych zdarzeń,
niespecjalnie nas zaskoczyło, że Danielle stanowczo zaprotestowała, gdy
zaproponowaliśmy jej toast na cześć Ziall’a, mimo że nigdy nie stroniła od
alkoholu. W połowie kolacji Max gdzieś uciekł pod pretekstem „Mam dużo nauki na
maturę!”. Jak znajdę kolejny list lub obraz od Susanne to go chyba trzepnę w
pusty łeb.
Reszta spotkania przebiegła normalnie i
wyjątkowo (jak się dowiedziałem potem od Liam’a) nikt nas nie wyrzucił z
restauracji. Gdy wszedłem do domu poczułem się lekko samotny. Wbiegłem do swojego
pokoju i otworzyłem usta z wrażenia. Oprócz błota na podłodze układającego się
w ślady glanów, miałem cale łóżko zawalone kartkami z trzema słowami „There’s
no fate”. Poczułem się bezsilny –
wystarczy, ze wyjdę z domu i już mam wizytę psychopaty, który usiłuje mnie
zmusić do… miłości do osoby, którą kocham. Bez sensu, ale co mnie to obchodzi –
ja po prostu chcę spokoju! Czy to jest tak dużo? Najwyraźniej tak.
Bezsilnie opadam na łóżko i ukrywam się pośród
materiału, udając, że mnie nie ma i wszystko jest w porządku.
Obudziłem się o odrobinę o północy i nie
mogłem zasnąć. Coś nie pozwalało mi na to. W sumie nie coś, a przekonanie, że
ktoś tu jest. Nie pomyliłem się – chwile potem usłyszałem szept.
Jesteś
pewien, że to miłość? Bo ja tak.
Przestraszony podniosłem się i zobaczyłem
czyiś cień odbijający się na firance, falującej mimo zamkniętego okna.
- To mi się tylko śni, prawda?
Nie
wiedziałam, że zaprzeczasz rzeczywistości, Louis’ie… To nie jest sen. To ja,
Susanne, córka poprzednich właścicieli tego miejsca.
- I wymyślona dziewczyna Max’a?
Jesteś
trzecia osobą, która mnie widzi. Nie jestem w takim razie wymyślona. Kończy na
m się czas, i mi, i tobie, ale ty nie zmarnuj ostatnich dni swojego życia.
Firanka zatrzymała się w bezruchu, cień
zniknął, głos zamilkł, a ja zagryzając wargę myślałem o ostatnich słowach
ducha.
Spędziłem bezsennie cztery godziny, po czym
stwierdziłem, że mam dość i w mojej głowie pojawił się plan, a raczej jego
zarys. Przeszedłem przez okno do pokoju Harry’ego, ignorując fakt, ze jest
czwarta rano i on na sto procent śpi. Okazało się, że matematyk ze mnie
kiepski, bo Harry siedział z dziwną miną na podłodze i płakał jak najgłośniej
umiał, zaciskając ręce na pościeli. Przerażony podbiegłem do niego i szybko
zapytałem:
- Co się dzieje?
- Eleanor nie dała mi leków… przeciwbólowych,
a one są na tamtej szafce. – Wskazał na półkę po drugiej stronie pokoju.
Podszedłem tam, zostawiając z rozmysłem swoje ślady na podłodze jako znak dla
dziewczyny, że dowiedziałem się o jej oszustwie. Przystanąłem zszokowany na
widok sterty różnych opakowań i buteleczek. Harry cicho się zaśmiał, ale potem
jęknął przeciągle.
- Te w niebieskofioletowym pudełko, Louis.
Pośpiesz się trochę…
Chwyciłem szybko coś, co pasowało do opisu i
nalałem wody do szklanki, po czym pobiegłem w jego kierunku. Wytrząsnął na rękę
dwie tabletki, połknął je i popił wodą, po czym odchylił głowę do tyłu,
eksponując swoje piękną szyję, a ja miałem ochotę pochylić się i zrobić mu
malinkę.
Boże, o czym ja myślę?! Wtedy wpadłem na
szalony pomysł pokazania mu świata.
- Harry, chciałbyś zobaczyć to coś innego,
specjalnego?
Jego zielone oczy rozbłysły.
- Louis… Mogę być gdziekolwiek byle nie tutaj.
Pochyliłem się nad nim i wyszeptałem:
- Ale musisz zawiązać oczy…
Lekko zdziwiony pokiwał głową, a ja
przewiązałem jego oczy chustka, którą znalazłem w swojej kieszeni. Wziąłem Harry’ego
na ręce, a on wtulił twarz w moją szyję. Ostrożnie przełożyłem nogę przez
parapet i po chwili wyszedłem z mojego domu, kierując się w stronę lasku.
Miałem plan, który musiał się udać.
____________________________________
A teraz tak strasznie przepraszam wszystkich, że tyle to pisałam... Po prostu nie ogarnęłam, że go nie skończyłam i zaczęłam pisać 8. Dziękuję wszystkim, którzy jeszcze to czytają. I dedykuję moim przyjaciołom - Ani i Maxowi.
Świetny rozdział! ♥
OdpowiedzUsuńDziś jest 8 stycznia, a Ty jeszcze nie dodałaś nowego... Kiedy dodasz?
Bo my tu czekamyyy! ♥
Pozdrawiam ciepło i życzę weny! ♥
marrymeharrystyles.blogspot.com/